Home > Mobilne > X Compact – recenzja

X Compact – recenzja

Jeśli śledzicie BezLagów od jakiegoś już czasu, z pewnością zauważyliście, że recenzje sprzętu Sony to zazwyczaj moja specjalność. Telefony własnie tej firmy były najlepszymi urządzeniami jakie posiadałem, a to oznacza, że z każdym nowym modelem, moje wymagania są coraz to większe. Czy oczekiwania te spełniło najnowsze dzieło Koreańczyków? Zapraszam na recenzję Xperii X Compact.

Pudełko, pierwsze wrażenia

Za Sony to nigdy nie nadążysz – raz ich pudełka to śliczne, płaskie prostokąty z fragmentem urządzenia na froncie, drugi raz to zwykły prostokąt z tajemniczym napisem “Xperia”. Tym razem firma poszła w tym drugim kierunku. X Compact przyjechała do mnie w całkiem schludnie wyglądającym pudełku niewielkich rozmiarów. Na jego froncie widnieje jedynie połyskujący napis “Xperia” oraz logo Sony przy dolnej krawędzi.

Po podniesieniu wieczka naszym oczom ukazuje się sam telefon, ale do niego przejdziemy jednak za chwilę. Pod nim umieszczono standardowe instrukcje, adapter do ładowania oraz oczywiście kabel USB-C. Szkoda, że zabrakło jakiejkolwiek przejściówki typu USB-C na microUSB, która przyznam, że ułatwiłaby mi życie z tym urządzeniem.

Ale dobrze, czas na najważniejszą część zestawu – telefon. Na sam początek dodam, że w historii moich wszystkich urządzeń z jakimi miałem do czynienia, Xperia Z3 Compact jest zdecydowanie najlepszym z nich. Jakie za to było moje jedno z największych rozczarowań? Xperia Z5 Compact. Nie trudno domyślić się, że wobec X Compact miałem bardzo duże oczekiwania.

W parze z oczekiwaniami niestety szły również obawy. Sony wraz z tym modelem postanowiło porzucić ideę flagowca w małej obudowie, czyniąc z X Compact nic więcej niż drogiego średniaka w plastikowej ramce i z wcale nie porywającą specyfikacją.

Szczęśliwie jednak, bryła urządzenia nie uległa żadnej zmianie. Biorąc X Compact do ręki od razu poczułem się jak w domu. Mały (bo “tylko” 4,6-calowy) ekran otoczony średniej wielkości ramkami w połączeniu z trochę kwadratowymi kształtami (no dobra, może i tylny, i przedni panel jest delikatnie zaokrąglony, ale to nie zmienia za wiele) i słuszną grubością to dla mnie istny przepis na sukces. Może trzymając ten telefon nie jestem aż tak zachwycony, jak było to ze szklano-plastikową Z3 Compact (tutaj już tylny szklany panel zastąpił bowiem plastik), ale nadal czuć, że urządzenie wykonane i spasowane jest naprawdę, ale to naprawdę solidnie.

Tak samo jak sama bryła, bez zmian pozostało również ułożenie przycisków. Na prawej krawędzi znajdziemy włącznik (wraz ze skanerem linii papilarnych), regulację głośności oraz dwustopniowy spust aparatu (<3). Po lewej umieszczono jedynie tackę na kartę nanoSIM oraz microsD (<3). Dół to jedynie USB typu C, a góra standardowy miniJack. Jako ciekawostkę dodam, że wyprofilowanie górnej i dolnej krawędzi pozwala na ustawienie telefonu “na stojaka”. Nie wiem, po co o tym wspominam, ale mnie sprawiało to ogromną przyjemność.

Czegokolwiek byśmy nie wymyślili, to niestety nie da się zauważyć, że zastąpienie szkła na tylnym panelu zwykłym i to na dodatek błyszczącym plastikiem nie wpłynęło na odczucia przy korzystaniu z telefonu. Nowy materiał jest po prostu absurdalnie śliski, a w tym wykończeniu (swoją drogą, błękitny kolor mojego egzemplarza na żywo wygląda wbrew pozorom bardzo przyjemnie) już na dość świeżym modelu testowym, niestety widać było rysy. Jedynym plusem jest konsekwencja w działaniu Sony – błyszczący tył wygląda super z połyskującymi bokami oraz szklanym (czyli w sumie też świecącym) przodem.

Ekran, system, działanie

Mając w pamięci ostatniego budżetowca od Sony, z jakim miałem do czynienia, nie martwiłem się za bardzo o ekran użyty w X Compact. Jak się okazało, czekało mnie nawet bardzo pozytywne zaskoczenie.

Screenshot_20161105-141840

Wyświetlacz w nowym Compakcie pod względem odwzorowania kolorów, czerni, kontrastu i jasności nie ma sobie nic do zarzucenia. Bardzo, ale to bardzo istotną informacją jest fakt, że Sony zdecydowało o umieszczeniu panelu o rozdzielczości “tylko” 720p, co jednak w połączeniu ze względnie niewielkim jego rozmiarem (4,6 cala) skutkuje tym, że nawet tego jakoś wyjątkowo nie widać. Niższa rozdzielczość pozwoliła nie tylko na obniżenie kosztów, ale również na mniejsze użycie procesora, dzięki czemu zużywa on jeszcze mniej energii.

Ale dobrze, jak na płynność działania wpłynęło zastosowanie Snapdragona 650? Zaskakująco dobrze. Oczekiwałem, że zazwyczaj wszystko będzie działało sprawnie, ale przy większym obciążeniu czuć będzie słabości tego układu. Okazało się jednak, że wcale tak nie jest.

X Compact po tych prawie trzech tygodniach (a w sumie to dokładnie trzech tygodniach) chodziła lepiej niż mój “prywatny” S6 Edge. Wielozadaniowość jest wręcz perfekcyjna, płynność tak samo. Gorzej już niestety ze stabilnością (warto wspomnieć o tym, że pewnego dnia Messenger Facebooka zaczął działać niewyobrażalnie wolno, lecz tutaj pomogła jego ponowna instalacja, czy też dniami, w których system stwierdził, że jednak nie musi sprawdzać mojego odcisku palca i po prostu odblokowywał się tak, jakby żadnej blokad ustawionej nie było), ale również i z tym nie było żadnej tragedii.

Zgaduję, że jest to głównie zasługa nakładki Sony, która jest, jak zawsze już, wyjątkowo lekka i mało wymagająca od procesora. Ładny, delikatnie zmodyfikowany od czasu Xperii XA Ultra launcher, bardzo przyjemne dla oka aplikacje w stylu Material Design i motywy, które super pasują do koloru obudowy naszego urządzenia. Samsungu, ucz się od Sony.

Mieszanie uczucia mam jednak do czytnika linii papilarnych. O ile jego umiejscowienie jest dla mnie wręcz perfekcyjne (chociaż i tak jestem zdania, że telefon idealny powinien mieć je umieszczone w trzech różnych miejscach), to już jego dokładność jest dla mnie rozczarowaniem. Widać tutaj krok naprzód w porównaniu z Z5 Compact, ale niestety i tak czasami zdarza się, że muszę na nim położyć palec jeszcze raz, a później i tak wpisać kod. Jeśli jednak już telefon postanowi odczytać nasz palec, to trzeba mu to przyznać – jest to zdecydowanie najszybszy czytnik, z jakim miałem do czynienia.

Bateria, aparat

Xperię Z3 Compact miłowałem tak bardzo głównie dlatego, że jej bateria (szczególnie po Nexusie 5 i przed S6 Edge) była idealna dla moich potrzeb. Dzień pełen używania, a na sam koniec wracałem do domu z 40% energii.
Nie inaczej jest w Xperii X Compact. Nowy telefon Sony jest pod względem zarządzania energią jeszcze lepszy od jego poprzednika. Po dosłownie całym dniu używania w szkole wracałem do domu z jeszcze połową energii dostępnej do wykorzystania. Przyznać, trzeba, że jeśli telefon używany był głównie do pisania przez Messengera Facebooka, to prądu tego zejdzie nam zdecydowanie więcej, ale nawet i wtedy wrócimy do domu z bezpiecznym (20%?) zapasem baterii.

Screenshot_20161105-141955

Co do aparatu nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań. Wiedziałem, że to w końcu jest Sony – bardzo dobre zdjęcia będzie się dało zrobić, ale zazwyczaj i tak wychodzić będą one po prostu dobre.Tym razem Sony mnie jednak zaskoczyło. To chyba pierwszy telefon od tej firmy, w którym zdjęcia po prostu ZAWSZE wychodzić będą dobre. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że jakościowo są one delikatnie lepsze od S6 Edge, to samo tyczy się również prędkości, z jaką możemy je wykonywać. Najlepszym testem jest chyba próba zrobienia zdjęcia akurat przejeżdżającemu samochodowi. Wyjęcie telefonu z kieszeni, przytrzymanie spustu, wycelowanie i jeszcze raz naciśnięcie przycisku wyzwalacza i już po ułamku sekundy mamy bardzo dobre zdjęcie. Sony, teraz to Wam się w końcu udało.

Podsumowanie

Tak jak już wspomniałem, moje oczekiwania wobec Xperii X Compact były bardzo wysokie. Nawet wiedząc, że Sony postanowiło wpakować do środka nie flagowca, a “tylko” dobrego budżetowca, nie zmieniłem moich wymagań. Wolałem się rozczarować, niż obniżać swoje oczekiwania, ja po prostu chciałem dobrego następcy mojej ukochanej Z3 Compact.

I wiecie co? Nie rozczarowałem się ani trochę. Genialna bryła, bardzo dobre wykonanie (którego jedynym minusem są materiały, ale i z nimi da się żyć), super ekran, nie pozostawiająca do niczego wydajność, niezła bateria i aparat, który był tutaj chyba największym zaskoczeniem.

To jest jedno z tych urządzeń, dla których jestem gotów sprzedać swój obecny telefon i kupić właśnie je. Tylko, żeby jeszcze ta cena było troszkę niższa…


Autor tekstu

Maciek Leszczuk – redaktor-amator, przyszły technik-informatyk, fan Formuły 1, przeciwnik benchmarków. A, jeszcze jedno miłośnik jamników (??). Prywatnie z Samsungiem Galaxy S6 Egde i jakimś tam tabletem z Windowsem w szafie.