Home > szybka piłka > Szybka piłka: Note Edge – czy warto kupić?

Szybka piłka: Note Edge – czy warto kupić?

Słowem wstępu

Na początku chciałbym zaznaczyć, że nie jest to ani recenzja, ani unboxing, ani nawet typowy hands-on. Artykuł ma na celu podzielenie się z Wami opinią na temat smartfonu, który kosztuje niemało, w zasadzie wyłącznie z powodu wprowadzenia drobnej innowacji. Czy warto? Poniżej znajdziecie jedyne zdjęcie, jakie zostało mi po Note Edge, zatem odpowiedź powinna nasuwać się Wam sama. Przy okazji witam po raz pierwszy na portalu BezLagów.pl i zapraszam na szybką podróż wzdłuż samsungowej krawędzi.

note edge


Z czym to się je

Samsung Galaxy Note Edge to spore zaskoczenie z zeszłorocznych targów IFA. Wiele branżowych portali zostało zdominowanych przez informacje na temat właśnie tego modelu, podczas gdy każdy z niecierpliwością oczekiwał na edycję Note 4. I właśnie bez tego drugiego nie da się przybliżyć sylwetki Note Edge. Otóż jest to brat bliźniak wersji Note 4, zarówno stylistycznie, jak i hardware’owo. Nie będę tutaj opisywał różnic, bo nie o to chodzi w tym artykule, natomiast warto zwrócić uwagę na sam procesor. Otóż w Note 4 implementowane są dwie różne jednostki CPU, czyli Snapdragon 805 z koprocesorem Adreno 420 (w naszym kraju dostępny pod nazwą N910F) oraz autorski Exynos Octa 5433 z koprocesorem Mali-T760. Ta druga jednostka zbiera o wiele bardziej pochlebne opinie, głównie ze względu na mniejszy pobór mocy czy lepsze zarządzanie pamięcią RAM w porównaniu do Snapdragona, co wpływa na ogólny komfort korzystania z telefonu. W Note Edge nie uświadczymy procesora Samsunga, a jedynie Snapdragona 805. Poza tym znajdziemy tutaj również 3GB RAM, 16-megapikselowy aparat z OIS, jednak mniejszy ekran 4,6” (vs 4,7” w Note 4), o mniejszej wysokości, ale i szerszy dzięki zagiętemu wyświetlaczowi z większą rozdzielczością o QHD + 160 pikseli w poziomie. Sama matryca to również świetny ekran SAMOLED. Ale nie o recytację specyfikacji tutaj chodzi. Otóż Samsung Galaxy Note Edge w cenie sklepowej to wydatek rzędu 3499 zł, zaś cena Note 4 to 2599 zł. Różnica – niemal 900 zł. Za 900 zł więcej dostajemy dodatkowo 2560 x 165 pikseli zagiętego ekranu, z góry ustalony procesor – Snapdragon, szerszą obudowę oraz… baterię mniejszą o 220 mAh. Czy warto?

Cierpki smak na powitanie

Dotychczas użytkowałem smartfonu Sony Xperia Z3. I choć bardzo byłem z tego modelu zadowolony, to jak na gadżeciarza przystało, znudził mi się i poszukiwałem czegoś, co w końcu zrobi na mnie wrażenie. Według wielu recenzji, to właśnie Note 4 był najlepszym telefonem 2014 roku, ba, wersja z Exynosem podobno nie ustąpi responsywnością modelom z 2015 roku. Ja potrzebowałem czegoś więcej. Wybór był prosty – Note Edge. Droższy, teoretycznie bardziej zaawansowany model Note 4, przyciągający uwagę przechodniów swoimi gabarytami, zagiętym ekranem i imponującym designem (patrząc na biały egzemplarz, przyłożony do ucha rozmówcy). Tak się akurat złożyło, że moją sztukę nabyłem w piątek, a w niedzielę wybierałem się w rejs z Gdyni do szwedzkiej Karlskrony. Pojawiła się zatem niebywała okazja do tego, aby zrobić piękne zdjęcia nowym nabytkiem (bo do aparatu w Z3 miałem największe pretensje). Smartfon kupiłem w Warszawie i podczas weekendowego powrotu do Gdańska przeprowadziłem nie do końca prywatny unboxing w Pendolino relacji Kraków Główny – Gdynia Główna. Zaciekawienie współtowarzyszy podróży było niemałe i mam wrażenie, że większe od mojego. Wieczorem zgrałem wszystkie dane z Z3, a w sobotę rano wyruszyłem w Trójmiasto w poszukiwaniu case’a i folii na ekran. W 8 punktach z akcesoriami na terenie Trójmiasta (włącznie z Saturnem) nie znalazłem żadnego z takowych dodatków. Gdy już miałem wracać zirytowany do domu, spostrzegłem mały punkt GSM. W nim kupiłem etui GOOSPERY (innego nie mieli) i folię na ekran, która jak się później okazało, przykrywała ekran bez jego zagiętej części. Trochę słabo z akcesoriami na ten model, no ale coś udało się zakupić. Następnie czekała mnie jeszcze wizyta w salonie Play, w którym to musiałem prosić o wymianę karty nanoSIM (Z3) na microSIM obsługiwaną przez Note Edge.

Nie były to jedyne negatywne wrażenia z pierwszego pełnego dnia z moim nowym przyjacielem, bo Note Edge nie wytrzymał całej soboty użytkowania. Tłumaczyłem sobie to tym, że pewnie bawię się cały czas nowym nabytkiem, a więc i bateria leci w oczach. Niestety, ledwo 3 godziny SOT (screen-on-time) spierały się z takimi argumentami. No cóż, to dopiero pierwszy dzień. Zobaczymy, jak spisze się w trasie – pomyślałem.

Praktyka krótka, acz praktyka

Na pełnym morzu telefon płynął ze mną z włączonym trybem samolotowym (i tak na środku Bałtyku nie ma zasięgu), podobnie jak w drodze powrotnej. Urządzenie używane było w zasadzie wyłącznie do robienia zdjęć i nagrywania filmów. Subiektywnie – bateria trzyma dwukrotnie krócej, niż w Z3. Co ciekawe, gros baterii pożerał nie ekran, a Android, w tym modelu jest to „normalne” (z tego miejsca pozdrawiam TouchWiza). Note Edge posiada system szybkiego ładowania baterii do 60% w 30 minut, a więc korzystałem z tego dobrodziejstwa i za każdym razem, gdy byłem w kajucie, podłączałem go chociaż na kwadrans. Inaczej nie byłoby szans na to, aby wytrzymał pełny dzień.

Na domiar złego, Edge jest wyjątkowo niewygodny, ciężko trzyma się go w dłoni (i nie chodzi tu o zagięty ekran, a o szerokość telefonu), a największy problem sprawiało mi chowanie go do kieszeni. Miałem już ponad 60 telefonów (prywatnie) i wyrobiłem sobie taki nawyk, że telefon chowam do kieszeni „do góry nogami”, ekranem do nogi. Tutaj, przy takim wkładaniu modelu Edge, przez zagięty ekran jego uścisk jest niepewny i dwukrotnie prawie wysmyknął mi się z dłoni przy wkładaniu go do kieszeni spodni. Musiałem swoje nawyki uaktualnić i telefon trafiał do kieszeni ekranem do nogi, ale już w pozycji „nogami w dół”. Wówczas tego uchwyt jest pewniejszy.

Kilka zdań chciałbym poświęcić oczywiście zakrzywionej części ekranu, wszak zapraszałem Was na podróż po tej części samsungowego potwora. Z początku ten „ficzer” nie robił na mnie większego wrażenia. Kupując Edge’a, miałem nadzieję, że element ten będzie wspierał multitasking na 3GB RAM. I nie myliłem się. Dodatkowy dostęp do notyfikacji, zarządzania RAMem, otwartymi aplikacjami czy po prostu szybki dostęp do ulubionych kontaktów to jest coś, co na co dzień wydawało się bardzo praktyczne. Tylko, będąc szczerym, czy potrzebny jest do tego wygięty ekran? Niestety, całe wrażenie psuło zarządzanie RAMem i przycinający TouchWiz. Telefon niemal non stop miał zajęte ponad 2GB RAM, nawet przy ubiciu moich aplikacji działających w tle. Widać było, że przełączanie się pomiędzy aplikacjami nie należy do najszybszych, a interfejs często łapał zadyszkę, czego efektem były widoczne przycięcia i lagowanie. I to wszystko na sprzęcie za ponad trzy tysiące złotych.

Słowem zakończenia

Po powrocie ze Szwecji, Note Edge gościł w moich dłoniach jeszcze przez 2 dni. Wydając tyle pieniędzy spodziewałem się choć częściowego odczucia satysfakcji z zakupu, a dostałem kubłem zimnej wody. Może to telefon nie dla mnie, bo nie widziałem większego sensu regularnego wyciągania rysika. Nie robiły na mnie wrażenia pulsometr, SAMOLED kolorowy niczym tęcza na Placu Zbawiciela czy zakrzywiony ekran, na cześć którego ta wersja Note’a otrzymała swoją nazwę. Mimo to, drogi czytelniku, nie trafiłeś tu przez przypadek – jeśli tak jak ja zastanawiasz się nad wyborem pomiędzy Note 4 a Note Edge, odpowiedź jest prosta… Note 4 – lepszy procesor (w wersji C), ten sam, rewelacyjny aparat, ten sam (podobno) praktyczny rysik, mocniejsza bateria, większe wsparcie deweloperów, większy wybór akcesoriów i to wszystko taniej o 900 zł. A ja? A ja ponownie zakochałem się w mojej Z3 i takie z tej przygody wyciągnąłem korzyści, choć przyznam szczerze, że tęsknię za aparatem z mojego krótkiego romansu 🙂

(Panorama szwedzkiej Karlskrony z promu Stena Line, zdjęcie zrobione Samsungiem Galaxy Note Edge)
(Panorama szwedzkiej Karlskrony z promu Stena Line, zdjęcie zrobione Samsungiem Galaxy Note Edge)

Autor tekstu:

Adam Mróz – miłośnik smartfonów. Miał przeszło 70 telefonów i doradzi jak mało kto, jeśli nie wiesz co wybrać. Z zawodu i z wykształcenia – logistyk. W wolnym czasie lubi po prostu wymyślać, a co z tego wychodzi to już temat na długą książkę… 🙂

facebook instagram