Home > Mobilne > Felietony > W świecie „desek do krojenia”, czyli co dalej z telefonami?

W świecie „desek do krojenia”, czyli co dalej z telefonami?

Wszyscy doskonale wiemy, jak wyglądają dzisiejsze telefony komórkowe, aczkolwiek nazywanie ich „komórkowymi” w moim odczuciu mija się z celem. Są duże (w porównaniu do trendu minimalizacji urządzeń z końca ubiegłego wieku) i ciężkie – kiedyś telefon ważący 150 gram był cegłą, dziś jest normą. W niektórych wypadkach są wręcz gigantyczne, tak jak np. Xperia Z Ultra. Ewolucję, o której mówię, doskonale prezentuje obrazek poniżej.

1

źródło: http://imgur.com/ManKToV

 

Każdy fan technologii mobilnych, a szczególnie rynku telefonii komórkowej, pamięta czasy Nokii, kiedy był wyraźny podział na telefony „biznesowe”, „muzyczne”, „do gier” i tym podobne. Jednakże nie podział w tym wszystkim jest najważniejszy. Wtedy każdy telefon się różnił od drugiego, był inny i miał „duszę”. Wiadome było, że Nokia N95 to kombajn multimedialny z super aparatem, a E90 Communicator to biuro w kieszeni, ale te czasy minęły bezpowrotnie z niestety.

Wszystko zaczęło się w 2007 roku…

 

Tak, dokładnie 29 czerwca 2007 roku, kiedy swoją premierę miał iPhone pierwszej generacji, czyli iPhone 2G. Tego dnia Steve Jobs zaprezentował światu „pierwszy” smartfon (pierwszy w cudzysłowie, gdyż są opinie, iż pierwszymi smartfonami były serie Communicator, N i E od Nokii, a także telefony i PDA z modułem telefonu posiadające Windows Mobile na pokładzie). Co dalej, to już wszyscy wiemy. iPhone zrewolucjonizował rynek, pokazał iż można telefon obsługiwać tylko poprzez ekran dotykowy bez klawiatury i rysika. To w świecie opanowanym przez BlackBerry i telefony ze stylusem było nowością, gdyż w tamtym czasie wyświetlacze dotykowe nie były tak dobre i tak responsywne jak w iPhone 2G. Ludzie oszaleli na punkcie telefonu z nadgryzionym jabłkiem, mimo iż na tle konkurencji pod względem użyteczności oraz funkcji ustępował im pola. Rok później pojawił się iPhone 3G, pokazując, że na telefonie można robić absolutnie wszystko. Pod hasłem „There’s an app for that” Apple wypuściło spot reklamowy pokazujący, że na telefonie można mieć aplikację dosłownie na każdą sytuację. Wtedy powoli zaczynały pojawiać się telefony podobne do zamysłu designu stworzonego przez Apple, czyli tylko wyświetlacz, przyciski głośniej/ciszej, przycisk pod wyświetlaczem i na samej górze przycisk służący do włączania/wyłączania telefonu. Z czasem telefony rosły i rosły, a firmy porzuciły ścieżkę małego telefonu na rzecz małego „telewizora” w kieszeni.

Jednakże w tym wszystkim gdzieś, moim zdaniem, coś poszło nie tak i producenci zaczęli „błądzić”. Oczywiście zacznę od przytoczenia platform systemowych, gdzie obecnie na rynku są zasadniczo dwie – Android i iOS, a kiedyś poza wyżej wspomnianymi był też Symbian, WIdnows Mobile, BlackBerry OS i BlackBerry 10. Fakt faktem, niemalże wszystkie z nich zabite przez jeden prosty czynnik: brak popularności, a co za tym idzie brak aplikacji, a z kolei brak zainteresowania konsumentów. Klienci nie chcą kombinowania jak np. z apkami Google Play na BlackBerry, wolą mieć wszystko „prosto z pudełka”. To niestety trwale uśmierca platformy mobilne, tak jak ostatnio powoli uśmiercany jest właśnie model BlackBerry 10. System BBOS jest świetny, szybki, stabilny, z ciekawymi telefonami jak np. BlackBerry Passport. Ale przy braku wsparcia od deweloperów, tych dużych graczy, platforma nie ma szans na przetrwanie. Szczególnie zagrożone są systemy takie jak BlackBerry, gdyż dziś nie klient korporacyjny rządzi rynkiem mobilnym, a klient indywidualny. Szczególnie osoby młode, gdyż to one są najaktywnieszymi użytkownikami portali społecznościowych, SnapChata itd. Jak telefon tego nie ma – nie kupią go i wybiorą coś od konkurencji. Co powoduje, że takie platformy jak BlackBerry 10 umierają, bo nie ma aplikacji, bo nie ma wsparcia… i koło się zamyka. Dla takich osób kwestie bezpieczeństwa w systemie nie są istotne, a fizyczne klawiatury (co np. dla mnie jest dużą zaletą) są archaiczne, a niektórzy nawet nie wiedzieli, że istnieją… Tak, nie wiedzieli – mając kiedyś BlackBerry Passport Silver Edition podeszła do mnie na ulicy grupka kilku gimnazjalistów, pytając ile ten telefon ma lat, bo się założyli między sobą, że więcej niż 10, ale nie są pewni. Oczywiście, można krzyknąć: Głupia gimbaza!, ale mają w tym sporo racji. Przez pewne zaniedbania w przeszłości, obranie złego kierunku rozwoju firmy konkretnie w zakresie telefonii komórkowej, deweloperzy odpuścili tę platformę, co spowodowało brak aplikacji i co…?

I koło się zamyka.

…a potem było już tylko gorzej.

 

2

Gorzej to może złe słowo, ale w pewien sposób opisujące sytuację na rynku. Jak dziś wyglądają wszystkie telefony? Tak jak w tytule, jak deski do krojenia lub – jak kto woli – paletki do ping ponga. Niewiele różnią się od siebie w całokształcie jako telefony, wszystkie są duże, mają wielkie wyświetlacze, niektóre mają wymienne baterie i złącza na karty microSD. Wyglądają bardzo podobnie, różni je tylko rozmiar ekranu.

Jasne, różni ich materiał z jakiego są zrobione, wykończenie, kształt obudowy (generalnie wariacje na temat prostokąta), kształt obiektywu (ale i tak większość ma wystający) i tak dalej, i tak dalej. To są jednak szczegóły, czego nie można było powiedzieć o np. Nokii E90 i Nokii N95 czy np. Ericssonie R380s, gdy położyło się je obok siebie. Dziś też rozróżnimy OnePlus 3 i HTC 10 leżące obok siebie, ale różnica w przytoczonym przykładzie z przeszłości była dużo większa, nie tylko w wyglądzie, ale też w kwestii zastosowania jak i funkcjonalności oraz klienta docelowego dla takiego aparatu. Kiedyś był wybór, a dziś przy kolejnych targach IFA czy MWC pokazywane są nowości technologiczne pokroju wirtualna rzeczywistość (tak mocno ostatnio rozwijana i nagłaśniana), skaner tęczówki oka, jakiś czas temu miernik tętna telefonie np Galaxy S5. Nadal to wcześniej wspomniane szczegóły, a z zewnątrz wszystko jest jakby jednolite i podobne do siebie, takie w moim odczuciu nijakie. Wyjątkiem jest Priv, który z kolei od środka pozostawia wiele do życzenia.

Zapewne znajdą się osoby, które powiedzą, że taki podział, jaki miała np. Nokia był bez sensu. Możliwe, że był bez sensu, ale nawet przy zniesieniu takiego podziału można było zostawić charakter telefonów, aby miały to coś w sobie, tę duszę, a nie wyglądały jak klony z drobnymi modyfikacjami. Wiadomo, że od środka telefony zmieniają się na lepsze, są szybsze, mocniejsze, mają ostrzejsze wyświetlacza, mogą uruchamiać coraz bardziej zaawansowane gry, nie neguję tego. Mnie chodzi o warstwę zewnętrzną, to małe coś, co spowoduje, że wchodząc do sklepu, biorąc telefon do ręki, chcę go mieć, chcę go kupić. Dziś wchodząc do sklepu, mam dylemat co kupić, bo wszystko jest tak podobne, że nie mam już takiego efektu „WOW!”. Doskonałym przykładem braku zmiany wzornictwa w telefonach jest Sony i swoją serią Z, gdzie zmiany na przestrzeni lat są kosmetyczne.

Ale co dalej?

 

Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi, ja ze swojej strony mogę mieć tylko płonne nadzieje, że w końcu ktoś pójdzie po rozum do głowy (jak Nokia, która ma wrócić na rynek telefonów) i zacznie robić telefony solidne, szybkie, dobrze wykonane, ale również różniące się od siebie, a co najważniejsze mające to „coś”. Może nawet niech wróci podział na kategorie, o których wspominałem wcześniej, ważne aby znów mieć wybór nie między deską, a deską, lecz chociażby między dotykowcem, a sliderem z klawiaturą (iinnym niż Priv).

Kończąc, chcę tylko zaznaczyć iż jest to moja prywatna opinia. Nie krytykuję poglądów innych, którzy się ze mną nie zgodzą, każdy ma prawo do własnej opinii. Technologia dziś pędzi jak szalona, dając nam rozwiązania o jakich jeszcze nie marzyliśmy 10 lat temu, doceniam to, mnie chodzi tylko o warstwę wierzchnią 😉


Autor tekstu:

Miłosz Kłosowski