Home > Recenzje > Gry > Stronghold Crusader 2 – Bóg tak chce! / Jakub Kociszewski

Stronghold Crusader 2 – Bóg tak chce! / Jakub Kociszewski

Crusader2_logo_large_final_pol

Przedmowa

Dni były coraz krótsze i mroźniejsze. Zapasy malały, toteż rozkazałem swoim chłopom zacząć znosić zbiory do spichlerza, co by to jadła na zimę nie zabrakło. Minęło już 12 lat, odkąd wróciwszy z krucjaty razem z królem Anglii Ryszardem Lwie Serce, ogniem i mieczem starając się Jeruzalem odzyskać. Pokój na ziemiach nastał, a ja, okryty chwałą, wróciłem na me posiadłości, doglądając mego dziedzictwa, które kwitło z każdym rokiem. Dni upływały na biesiadach, okazjonalnych egzekucjach łotrzyków i paleniu heretyków. Podczas jednej z owych biesiad, kiedym to radził wraz z resztą szlachty o sprawach przyziemnych, do sali wbiegł posłaniec z alarmującymi wieściami. Otóż ogłoszono kolejną krucjatę przeciwko niewiernym Saracenom, Ziemia Święta znów potrzebuje Europejskiego rycerstwa. Czym prędzej wraz z moją oddaną gwardią przyboczną udałem się do kaplicy, chwytając krzyż, przyrzekłem walczyć i bronić ziem chrześcijańskich do śmierci mojej bądź wroga, do ostatniej kropli krwi. Zebrałem hufiec, zapasy i ruszyłem jeszcze raz, by stanąć w szranki z poganami i ich wielkim wodzem, Saladynem, który onegdaj na Rogach Hittinu całą potęgę chrześcijańską złamał. Mimo zapału i chęci, w sercu wiedziałem, iż ta krucjata to kolejny rozlew krwi i że tym razem, z woli Boga Wszechmogącego, za nasze grzechy pokarani zostać możemy pasmem klęsk, a w ostateczności nasze kości bieleć będą w rozgrzanych piaskach pustyni…

Takim oto wstępem chcę Was, szanownych czytelników, zachęcić do przeczytania mojej recenzji gry Stronghold Crusader 2. Czy krucjata się powiedzie? Zapraszam do lektury.

Jestem wielkim fanem gier studia Firefly, grałem w niemalże wszystkie części, z wyjątkiem wybitnie nieudanej Twierdzy 3 oraz Strongholds: Legends. Uwielbiałem budować zamki, usprawniać wydajność gospodarki, rekrutować armię. Tworzenie społeczności, architektury zawsze było moim ulubionym zajęciem, toteż Twierdza ma swoje specjalne miejsce na mojej półce. I pomimo tego, że zazwyczaj omijam gry szerokim łukiem (z racji studiów oraz jakości wychodzących gier), tym razem zrobiłem wyjątek.

Poprzednia wersja gry była w dwuwymiarowa, tym razem mamy rzeczywistość trójwymiarową. Tak samo jak przedtem do naszej dyspozycji zostaje oddany Szlak Krzyżowca, czyli potyczek z komputerowymi oponentami, a także linię historyczno-fabularną, która jest… totalnie zakłamana. To mnie naprawdę ubodło, gdyż pierwsza część Krzyżowca wiernie trzymała się wydarzeń historycznych, począwszy od Pierwszej Krucjaty, Kampanii Saladyna, aż po Trzecią Krucjatę.

Tymczasem w drugiej odsłonie Krzyżowca, najlepszym przykładem niech będzie to, że jako Ryszard, toczymy bój z Saladynem pod… Antiochią… Albo odwrotnie, jako Saladyn musimy odbić z rąk Ryszarda Jerozolimę, podczas gdy ten angielski władca zdołał tylko podejść pod mury Świętego Miasta. To jest karygodne, by w tak wspaniałej serii tak bardzo zakłamać wątki historyczne. Mało tego, skupiono się wyłącznie na Trzeciej Krucjacie. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o pokazanie dwóch pierwszych wypraw krzyżowych. Pod względem historycznym ta gra powinna być zakazana. No cóż, kwestię oddanych realiów historycznych mamy za sobą, przejdźmy zatem do interfejsu.

W tym wypadku chociaż jedno mamy na przyzwoitym poziomie, wygląd menu oraz interfejsu gry. Jest parę zmian, jednakże “stare wygi” grające w poprzednie części z łatwością odnajdą się w nowych realiach. Jeśli chodzi o kwestię zmian, to mamy wszystko uproszczone. Dosłownie. O ile w poprzednich częściach trzeba było chociaż trochę nauczyć się zasad ekonomii, o tyle tutaj już tego nie doświadczymy, gra jest dziecinnie prosta. Zmianom uległy koszty budowy budynków, co zapewne ma stanowić swego rodzaju utrudnienie. Ułatwieniem za to jest ilość punktów popularności. Możemy mieć ich około 70, jeśli zrezygnujemy z pobierania podatków czy ograniczania żywności. W Twierdzy 2 mieliśmy bardzo rozbudowany system ekonomii, słupki sokolnika, by móc łapać szczury, dół na odpadki, rozbudowaną produkcję wina czy innych składników, by móc wydać dostojną ucztę. Biesiady w kasztelu zniknęły, a wraz z nimi cała trudność gry. A szkoda, bo o ile prosty schemat w pierwszym Krzyżowcu był bardzo dobrym rozwiązanym, to w 3D zaczyna nudzić. Niezrozumiałym posunięciem jest dla mnie także podział warsztatów łuczarza na dwa oddzielne zakłady. To samo spotkało pracownię kowala. O czym mowa? W poprzednich wersjach gry, te zakłady mogły produkować dwa rodzaje oręża, np. łuczarz mógł produkować albo łuki, albo kusze. Moim zdaniem jest to niepotrzebne, wymuszone rozdzielanie, by zapełnić jakoś panel budynków.

Jeśli chodzi o kwestię wojsk, to z nowych jednostek mamy uzdrowiciela, który jak sama nazwa wskazuje, leczy nasze ranne oddziały. Oprócz tego mamy wirującego derwisza, rycerza sasanidzkiego, sierżanta sztabowego oraz nadzorcę niewolników. Uważam, że z tej piątki, jedyną sensowną i pożyteczną jest uzdrowiciel. Reszta podkomendnych to odpowiedniki starych jednostek z poprzednich części gry. Duże uproszczenie dotknęło także składu zapasów. Kiedyś, kiedy ten się zapełniał, musieliśmy dobudować nowy, przylegający do starego. Teraz nie musimy się o to martwić. Obecny magazyn to swoista czarna dziura i zmieści wszystkie rodzaje towarów w dowolnej ilości.

Jeśli jesteśmy przy kwestii upraszczania, warto zwrócić uwagę na wyrób świec. Tym razem nie potrzeba uli, by wydobyć z nich wosk. Zapewne świecarze robią go teraz z wydzieliny zawartej w uszach prostych chłopów.

Muzyka jest taka sama jak w pierwszej części “Krzyżowca”, tylko lekko zmodyfikowana. Pojawiają się może dwa, czy trzy nowe utwory, nie odbiegające stylem od innych.

Jeśli chodzi o kwestię grafiki, to w moim odczuciu lepiej wypadała w 2D lub w Twierdzy 2. Jest komiksowa, zbyt jaskrawa i mało wyrazista.

Występuje także sporo błędów, podczas potyczki z ośmioma komputerowymi graczami, gra po prostu “wywalała” mnie do pulpitu z powodu błędu. Często są sytuacje, że zamiast piasku, mamy czarną przestrzeń.

Na minus jest także ilość dostępnych map w trybie “Swobodna budowa”, bo są tylko trzy.

Pora na najśmieszniejszą i zarazem najbardziej żałosną część gry.

Mianowicie, są to przeciwnicy, a właściwie ich wizerunki. Jeśli pamiętacie Szczura, Saladyna, Ryszarda Lwie Serce z pierwszej części, rozbawi Was ich wygląd w części trzeciej. Szczur wygląda jak Gargamel z bajki “Smerfy”, Saladyn ma kartoflany nos, zaś Ryszard wygląda jak żul spod monopolowego ubrany w zbroję.

Tak, wiem, dużo narzekania, a czy są jakieś pozytywy tej gry?

Nadal jest wyczuwalny jej klimat. Zmianą na dobre jest to, że grając jako władca muzułmański, budujemy meczety, a nie kościoły, i odwrotnie, jako krzyżowiec budujemy świątynie chrześcijańskie. Budowle także różnią się między sobą.

Zaletą jest również możliwość grania z innymi graczami przez Internet, uprzedzam jednak przed błędami gry.

twierdza

Niestety, plusów jest mało, minusów więcej. Czy mogę polecić tę grę? Tylko dla zagorzałych fanów. Jest to przykre, gdyż studio Firefly od czasów wydania Twierdzy 3 ponosi same porażki… Niechaj podsumowanie stanowi te parę ostatnich zdań poniżej.