Home > Mobilne > Co sądzimy o... > Co sądzimy o… phabletach

Co sądzimy o… phabletach

Phablety to urządzenia, które wywołują niemałe zamieszanie na rynku nowych technologii. Mają swoich zwolenników, jak i przeciwników. Dziś zapytaliśmy chłopaków z naszej redakcji, co sądzą o tego typu sprzęcie.

Piotr Mikosz

Moje zdanie na temat Phabletów zawsze było dwojakie. Zdecydowanie jestem antyfanem kompromisów przy konstruowaniu czegokolwiek – od samochodów po urządzenia mobilne –
a Phablety, co sugeruje chociażby nazwa, to jeden wielki kompromis. Z jednej strony dzwonienie z czegoś, co nieraz ledwo mieści się w dłoni, uważam za kuriozalne. Z drugiej jednak posiadanie dużego ekranu ma wiele zalet. Jednak w mojej opinii ekran ten nie jest na tyle duży, by na stałe zastąpić takie urządzenia jak tablet czy laptop w codziennej konsumpcji multimediów. Oczywiście zgodzę się z tym, że phablet można mianować swoim małym centrum multimediów i przeglądać na nim poranną prasę, a wieczorem obejrzeć na nim film. W moim odczuciu jednak koniec końców phablety nie są w stanie zaoferować nam tylu funkcji co smartfon z kieszeni w połączeniu z laptopem/tabletem z naszego plecaka. Urządzenia tego typu każdy ocenia pod kątem tego, jak będzie z nich korzystał. Ja bardzo cenię sobie poręczność, przez co rozumiem możliwość trzymania i  obsługi telefonu jedną ręką.  Dla mnie noszenie sześciu lub więcej cali w kieszeni jest zwyczajnie niewygodne. Posiadane przeze mnie 4,5” w zupełności wystarcza mi do rzeczy, które zwykłem robić na telefonie. Resztę zaś zostawiam urządzeniom, które zostały ku temu stworzone, czyli komputerom, tabletom i telewizorom.

 

Jakub Kociszewski (BezLagów.pl / AndroidNow.pl)

Byłem, jestem i będę nieco tradycjonalistą w kwestii podziału telefonów. Uznaję za dopuszczalne do użytkowania urządzenia o przekątnej maksymalnie 5”. O ile pięć cala jako tako toleruję, to nie uważam takiego smartfona za wygodnego w obsłudze. Do moich rąk idealnie pasują telefony z przekątną 3,5-4,7”.
Wolę staroświecki podział. Tablety zaczynające się od siedmiu cali oraz telefony komórkowe do 5,5 cala. Pomysł na tzw. phablety jest moim zdaniem chybiony, śmiać mi się chce, kiedy widzę osoby z patelniami przy twarzach. Oczywiście, są zalety, oglądanie filmów, większa swoboda ruchów, ale jak takie ustrojstwo nosić? W kieszeni? Niewykonalne, chyba że ktoś nosi ogrodniczki…
Z drugiej strony, mimo iż nie chciałbym testować phabletów ani być ich posiadaczem, to nie bronię nikomu nabywania takiego sprzętu. Skoro jest popyt na takie dziwactwa, to czemu nie? Świat byłby nudny bez różnorodności i cieszę się, że są ludzie, którzy lubią ten segment rynku. Nie dołączę do nich co prawda, choćby mnie wołami zaciągali, ale miło jest wiedzieć, że nie wszyscy są identyczni. To czyni ten świat i ludzi na nim żyjących wartymi poznania.
Może i moje zdanie jest mało znaczące jako mikrusiego, nic nie znaczącego recenzenta telefonów i akcesoriów, aczkolwiek wierzę, że znajdą się ludzie, którzy mój punkt widzenia podzielają.

 

Michał Heleski

Phablet. Kto wymyślił tę straszną nazwę? Czy „duży smartfon” czy nie brzmi lepiej? „Phablety to takie smartfony powyżej 5 cali.” Znacie jakiegoś flagowca z 2014 roku mającego ekran mniejszy niż 5 cali? Definicja, którą znajdziemy w Internecie, mówi o urządzeniach z ekranem powyżej  pięciu cali i poniżej siedmiu. Oczywiście jest to bardzo nieaktualne, bo z roku na rok urządzenia  rosną, ale czy ten proces będzie powoli zastygał? Nowy Note ma taki sam ekran jak jego poprzednik, nowe „zetki” także od 2 generacji nie zmieniły swojego rozmiaru. Gdybać mógłbym  jeszcze godzinami, ale terminologia nie jest dzisiaj głównym tematem.
Jestem wielkim fanem dużych smartfonów, jednego z nich na co dzień noszę w kieszeni, a przekątna 5,7” jest dla mnie najbardziej optymalna i przyzwyczaiłem się do tego rozmiaru praktycznie od razu (przypominam, że mój poprzedni telefon miał ekran o przekątnej 3,5 cala) i bez żadnego problemu mieści się w dłoni, dodam też, że z mojego Note’a korzystam głównie jedną ręką. Duży ekran sprzyja oglądaniu filmów, graniu w gry i czytaniu artykułów, jeśli oczywiście jest to matryca z najwyższej półki, bo nie ma nic gorszego niż oglądanie pojedynczych pikseli, co ma miejsce w bardziej budżetowych urządzeniach. Kolejnym plusem jest to, że najczęściej wersje „mini” są słabsze; napisałem najczęściej, nie zawsze, bo są też takie wyjątki jak Z3 Compact i właśnie dzięki temu Sony trafia do tak szerokiego grona odbiorców.

Note-4-camera
Samsung Galaxy Note zaliczany do fabletów

 

Patryk Strąk

Phablety… Kiedyś widząc kogoś z 5-calowym Galaxy Note I, każdy mówił „Wow, ale to wielkie” albo „Hahaha, chyba nie masz co z pieniędzmi robić”, a teraz? Teraz to już standard, co pokazało nawet Google ostatnimi czasy podczas premiery Nexusa 6 – dla przypomnienia, ma on 5,96 cala, co jest dla mnie lekkim przegięciem; jednak gdybym miał odpowiednie fundusze, i tak bym go kupił. Dlaczego? Ze względu na wykonanie, na czystego Androida, na długą gwarancję aktualizacji od producenta. Choć po głębszym zastanowieniu nie wiem, czy nie wybrałbym Note 4, który jednak lepiej spełnia swoją funkcję, głównie dzięki S-Penowi i masie aplikacji, które ułatwiają z nim pracę. Co to jest phablet? Phablet to urządzenie, które jest za dużym smartfonem i nie wchodzi już w tę kategorię, ale jeszcze nie tabletem, bo jest na niego za mały. Te dwie kategorie urządzeń w phablecie łączy jedna, wspólna cecha, chodzi tu o funkcję dzwonienia. Kiedyś widząc osobę z 5 calami przy uchu, można było tylko się zaśmiać pod nosem i powiedzieć „ale dziwak”, dzisiaj taki widok już nikogo nie dziwi. Ba, skoro wyszedł Nexus 6 z 6-calowym ekranem, to niedługo i takie widoki przestaną nas dziwić. Podsumowując, jeżeli mówimy tu o phablecie bez rysika, bez specjalnych aplikacji, staje się on już bardziej bezużyteczny niż praktyczny, no bo co możemy z nim zrobić? Chyba tylko wyróżniać się z tłumu. Jednak jeśli w grę wchodzi już sprzęt pokroju Note 4, to tutaj już mamy do czynienia z pełnoprawnym narzędziem pracy i rozrywki. Niby jak? A tak, że może nam to zastąpić pospolity „kajecik” dzięki rysikowi i specjalnej aplikacji do notatek, można go użyć również jako urządzenie do rysowania mniej lub bardziej profesjonalnie. Tylko wtedy phablet ma sens.

 

Szymon Piotrowski

Phablety to dla mnie gadżet. Ani to tablet, ani to telefon. Ani to mobilne jak telefon, ani „duże” jak tablet. Jest to więc gadżet, moim zdaniem, dla ludzi, którzy koniecznie nie chcą mieć tabletu (Czemu? Nie mam pojęcia), ale zwykły telefon im nie wystarcza (na przykład do grania czy oglądania filmów – i na tym się wyższość phabletu nad smartfonem w moim przekonaniu kończy). Co ja bym zrobił, gdybym miał phablet? Grałbym na nim, oglądał filmy, może czytał książki. Do innych zastosowań miałbym zawsze przy sobie smartfona. Jego bym przynajmniej do każdej kieszeni włożył. Ale jeśli ktoś używa phabletu jako zwykłego telefonu – szanuję i podziwiam.