Home > Felietony > Reedycje HD – jak zarobić, ale się nie narobić / Maciek Leszczuk

Reedycje HD – jak zarobić, ale się nie narobić / Maciek Leszczuk

Jeśli śledzicie najnowsze informacje o grach (szczególnie na konsole), to na pewno zauważyliście w ostatnich dwóch latach trend na reedycje, restarty marki, czy innego rodzaju nawiązywania do starych produkcji.

O ile pamięć mnie nie myli, wszystko zaczęło się od Sony, które wpadło na genialny (a przynajmniej według nich genialny) pomysł. Po co robić nowe gry, skoro mogą wziąć stare kultowe produkcje oraz przenieść je na ulepszony silnik w HD. Dzięki takiej zagrywce zobaczyliśmy nowe wersje pierwszych części Tomb Raider, Ratchet and Clank oraz Splinter Cell. Takiego typu reedycje, szczerze mówiąc, przypadły mi do gustu. Ja należę do grupy graczy, dla których sentymenty nie grają większej roli i jak gra ma słabą grafikę, to automatycznie odpada. Wtedy na pomoc przychodzą producenci, którzy oferują swoje klasyki (zazwyczaj na jedno wydanie składa się kilka części starych produkcji) w odświeżonej formie. Nic tylko grać.

reedycje-3

Potem przyszła moda na restarty/rebooty różnych marek. Dostaliśmy m.in. nowego Mortal Kombat, Tomb Raider, Thiefa i Devil May Cry. Kiedy gry do przerobienia na HD zaczęły się kończyć, producenci wymyślili, aby ożywić te stare marki. Jednak zamiast kolejnych części (często problemy z rozwinięciem fabuły itp.) wolą “wyzerować” historię i zacząć od początku z nową postacią, miejscem akcji i opowieścią. Tutaj mamy do czynienia praktycznie z samymi zaletami. Nie ma “odgrzewanego kotleta”, jest całkowicie nowa gra, z nową grafiką, mechanikami i fabułą. Dodatkowo na starcie producent ma gwarantowane wysokie zyski, bo wiele osób kupi grę tylko za markę. Takie Beatsy wśród gier wideo.

reedycje-2

Jak na razie widzimy tylko same dobre strony reedycji i restartów starych serii. Mamy nowych graczy poznających stare gry, mamy starych graczy odświeżających sobie wspomnienia, grając w ulepszone gry swojej młodości. Oni są szczęśliwi, producenci są szczęśliwi, mniej przemocy na świecie i tak dalej. Jest pięknie.

Aż nagle przychodzi nowa, już ósma, generacja konsol. PS4, Wii U oraz Xbox One – wielka trójca, która przez następne kilka lat będzie rozdawać karty na tym rynku. Niestety jak to zawsze bywa, na początku trochę gier brakuje. Co wtedy wymyślają sprytni producenci? Stworzymy nowe części hitów z poprzedniej generacji? Zapowiemy całkowicie nowe gry? Nie. Zrobimy reedycje! I to nie takie reedycje jak w przypadku tych, o których już mówiłem. Stare gry do odświeżenia w HD już się skończyły. Teraz trzeba przygotować się na wysyp “definitive edition”, “armored edition”, “remastered” i “ultra-über edition”. Skąd takie dziwne nazwy? Reedycją HD tego nazwać nie można, bo już oryginał jest w HD, reedycja 1080p będzie brzmiała głupio, a na 4K jeszcze za wcześnie.

reedycje-1

Dobra, nazwa wytłumaczona, ale czym są te über edycje? Hity poprzedniej generacji podciągnięte do 1080p (i czasami do 60 klatek na sekundę) z kilkoma dodatkowymi bajerami graficznymi. Wow. Producenci oczywiście tłumaczą się, że ich celem jest umożliwienie nowym graczom zagrania w ich gry, że niby od początku był projektowane na nową generację (i właśnie dlatego niecały rok po premierze wypuszczacie zremasterowaną wersję?) itd. I tak wszyscy wiemy, że tutaj chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Tylko. Choć przyznajcie sami, na wiadomość o tym, że GTA V trafi na PC, Xbox One i PS4 ucieszyliście się. Bo ja tak :3