Home > Recenzje > Pojedynek: Asphalt 8: Airborne kontra Beach Buggy Racing / Piotr Mikosz

Pojedynek: Asphalt 8: Airborne kontra Beach Buggy Racing / Piotr Mikosz

„Ściganki” to jeden z tych typów gier, który świetnie przyjął się na urządzeniach mobilnych. Nie wzięło się to znikąd. Tak się miło złożyło, że sterowanie jakimkolwiek wirtualnym pojazdem z poziomu telefonu czy tabletu jest dziecinnie proste. Dwie podstawowe metody, czyli przyciski ekranowe oraz zmiana urządzenia w kierownicę przy pomocy żyroskopu, są bardzo wygodne i dosyć precyzyjne. Jest to jeden z wielu czynników, które zdecydowały o sukcesie tego typu gier na urządzeniach przenośnych. W parze z ogromną popularnością idzie spora liczba wydawanych tytułów z tej kategorii. Jak wiadomo, gdy wybór jest zbyt duży, nieraz ciężko się zdecydować i tu śpieszę z pomocą. Wybrałem dwie, w mojej opinii najlepsze, dostępne (na Windows Phone) „ściganki” i postawiłem je w przeciwnych narożnikach ringu.

Prezentacja zawodników:wp_ss_20141201_0002

W tym pojedynku naprzeciw siebie staną: Asphalt 8: Airborne oraz  Beach Buggy Racing. Pierwszy tytuł można zakwalifikować do gier „realistycznych” z racji obecności naprawdę istniejących pojazdów oraz rozgrywki w świecie przypominającym ten, w którym żyjemy. Beach Buggy Racing to zupełnie inna bajka, właściwie dosłownie bajka. Tu przyjdzie nam się ścigać zabawkowymi samochodzikami w kreskówkowym świecie pełnym przedziwnych stworzeń. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to gra  science fiction, w BBR nie zobaczymy obcego ani mieczy świetlnych, a jedynie odrobinę przerośnięte kraby czy Yeti.

wp_ss_20141201_0004

Ważenie

Gdybyśmy mieli do czynienia z prawdziwym boksem, po tym etapie wszyscy uznaliby BBR za skazanego na porażkę, a walkę za zakończoną przed jej rozpoczęciem. Dlaczego? Plik instalacyjny Asphalta waży 978 MB, a po zainstalowaniu zajmuje 1,24 GB. Te same liczby dla BBR przedstawiają się kolejno: 84  i 87 MB (sic!). Dysproporcja jest ogromna, ale światem nowych technologii na szczęście nie rządzą te same zasady co światem sportu. Za wcześnie jeszcze oczywiście na jakiekolwiek rozstrzygnięcia, jednak w obliczu kilku rund masa ma przecież spore znaczenie. Nawet dziecko wie, że cięższy szybciej się męczy, zaś lżejszy jest zwinniejszy i szybszy.

Runda pierwsza: pojazdy

Jeżeli przyjmiemy kryterium ilościowe, Asphalt nie pozostawia BBR złudzeń. Na pierwszy rzut oka wynik 75 do 8 to zwyczajny pogrom, ale pamiętajmy, że więcej nie zawsze znaczy lepiej. W ósmej odsłonie znanej na całym świecie serii znajdziemy tylko licencjonowane samochody i to przeróżnych marek. Zaczynając od Forda, Chevroleta, czy Nissana, przez BMW, Astona Martina oraz Mercedesa, na Lamborghini, Bugatti i Koenigseggu kończąc. Trzeba to otwarcie powiedzieć: wybór jest ogromny. Chyba każdy fan motoryzacji znajdzie coś dla siebie i nie ma w tym ani grama przesady. Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny, samochody są perfekcyjnie otworzone.

wp_ss_20141202_0007

To samo tyczy się  dźwięku silnika, który naprawdę cieszy ucho. Znacznie mniej wesoło jest w kwestii odwzorowania właściwości jezdnych i osiągów. Tutaj absolutnie każdy samochód został przeceniony przez twórców. O ile na początku (czytaj:  gdy zaczynamy zabawę z „surowym” pojazdem) widać wyraźne różnice w prowadzeniu między poszczególnymi samochodami, na przykład Lamborghini Sesto Elemento trzyma się drogi jak przyklejone, a Dodge Viper najchętniej cały czas jechałby bokiem, o tyle po dokonaniu modyfikacji właściwie każdy pojazd zaczyna zachowywać się bardzo podobnie. Mam na myśli przyspieszanie „do setki” w sekundę, wchodzenie w każdy zakręt przy dowolnej prędkości i tym podobne. Za to gra dostaje ode mnie ogromny minus. Uważam, że gdy ktoś decyduje się na stworzenie gry, w której wykorzystuje prawdziwie, licencjonowane samochody, powinien zadbać o to, by były one idealnie odwzorowane w każdym calu.

wp_ss_20141202_0008

Jak już wspomniałem, każdy z kupionych samochodów można ulepszać na czterech płaszczyznach. Są to: prędkość maksymalna, przyspieszenie, prowadzenie i nitro. Niestety ludzie, którzy tworzyli tę grę najwyraźniej nie byli ekspertami w dziedzinie motoryzacji. Poznać to można, na przykład, po możliwości instalowania instalacji wtryskowej podtlenku azotu w samochodach z napędem… w pełni elektrycznym, czyli takich jak: Mercedes SLS Electric Drive. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że podtlenek azotu (znany jaki nitro) to środek wzbogacający mieszankę paliwową, powodujący, że ta spala się dużo efektywniej. W konsekwencji tego silnik spalinowy, w którym zainstaluje się taką instalację, dostaje potężnego „kopa”. Nie ma jednak sposobu na zamontowanie go w silniku elektrycznym, ponieważ w nim nic nie ulega spaleniu… Niby mały detal, ale mnie osobiście zniesmaczył. Oprócz zmian mechanicznych każdy samochód możemy tylko przemalować, nie ma innej opcji, by zmienić jego wygląd zewnętrzny.

wp_ss_20141202_0028

U rywala sytuacja ma się zdecydowanie inaczej. Ludzie z Vector Unit, czyli studia, które wydało ten tytuł,  postawili na niewielką liczbę maszyn, ale zdecydowanie się od siebie różniących i dopracowanych. Grę zaczynamy mając w garażu jedynie łazik plażowy, przypominający dużego quada. Gdy tylko dorobimy się jakichś poważniejszych funduszy, możemy zainwestować w: ogromnego pick-upa, rajdówkę, łazik marsjański, karawan, amerykańskiego muscle cara, wyścigówkę lub lekki gokart. Każdy z tych samochodów ma unikatowe cechy, które nie zanikają w raz z kolejnymi modyfikacjami. Ośmielę się nawet stwierdzić, że niektóre wady i zalety ulegają uwypukleniu wraz z ilością montowanych ulepszeń. Wyścigówka, którą przeszedłem większość gry, z każdym następnym poziomem staje się coraz szybsza, ale i coraz bardziej nadsterowna. W efekcie, na śliskiej nawierzchni częściej oglądam jej boki niż tył.

wp_ss_20141201_0005

Samochody w BBR również możemy modyfikować w czterech różnych kategoriach. Są to:  przyspieszenie, prędkość maksymalna, prowadzenie oraz siła. Ta ostatnia odpowiada za to, jak bardzo nasz pojazd zwolni po zderzeniu się z jakimś obiektem, na przykład ze staranowaną ławką czy palmą. Jeżeli chodzi o modyfikacje wyglądu, tu również możemy nasz pojazd przemalować, a do tego przyozdobić go jednym z wybranych wzorów naklejek, których kolor również możemy zmieniać. W dodatku, po wykonaniu odpowiedniej ilości ulepszeń, nasz wóz awansuje na wyższy poziom, co pozwala mu brać udział w trudniejszych wyścigach. Każde takie przejście na „kolejny level” wiąże się z niewielkimi zamianami nadwozia, takimi jak: dodanie pary reflektorów przeciwmgielnych, nowych rur wydechowych lub spoilera oraz powiększenie silnika. Gdybym miał generalnie ocenić wygląd wszystkich wozów,  to powiedziałbym, że są one… urocze. Z początku wyglądają jak zabawki z filmu Toy Story, w miarę kolejnych ulepszeń zaczynają prezentować się coraz bardziej „profesjonalnie”, co tylko nadaje im wyjątkowego charakteru.

wp_ss_20141201_0008

Jedyne, w czym BBR wyraźnie ustępuje Asphaltowi,  to dźwięk silników. Powiedzieć, że wszystkie brzmią dokładnie tak samo to zbyt wiele, ale powiedzieć, że różnią się tak, jak różnią się od siebie kolejne prędkości sokowirówki, będzie już całkiem bliskie prawdzie. Tak więc, choć na pierwszy rzut oka BBR powinno zostać rozgromione, to bardzo dzielnie się obroniło.  Myślę, że ta runda pozostała nierozstrzygnięta.

Runda druga: trasy + grafika

Tu również mamy remis. Zarówno jeden i drugi tytuł oferują zabawę na kilkunastu trasach, dosyć mocno zróżnicowanych. W Asphalcie będzie nam dane pojeździć zarówno po ulicach Londynu czy Tokio, jak i po gorących pustyniach Nevady czy skalistej Islandii. Jazda po nich robi wrażenie z racji dużej ilości detali i nieraz naprawdę pięknych widoków. Jedyny drobny zarzut to losowa twardość obiektów przydrożnych. Wjechanie w sporą skałę powoduje jej efektowne oderwanie z dużą ilością latających odłamków, a wjechanie w znak drogowy może skończyć się wyhamowaniem z 350 km/h do zera w ułamku sekundy.

wp_ss_20141202_0019

Zupełnie inaczej wygląda to w BBR, gdzie właściwie wszystko, co znajduje się na drodze, można staranować. Im większy obiekt, na przykład altana, tym więcej prędkości straci nasz pojazd, ale nie natkniemy się za to na niezniszczalny krzak, co w Asphalcie może się zdarzyć. W BBR szczególną frajdę daje rozjeżdżanie mew, kur czy pingwinów, czemu towarzyszą zabawne dźwięki, na przykład pisk nadepniętej gumowej zabawki dla psa. Co ważne, tego typu sytuacje nie wiążą się z rozlewem krwi po całej drodze. Najechane zwierzę zachowuje się jakby było balonikiem i w jednym kawałku odlatuje gdzieś w powietrze, by wylądować kilka metrów od nas. W bajkowym świecie nie trafimy również na żadne realnie istniejące miejsca. Będzie nam dane ścigać się, między innymi, na takich trasach jak: zatoczka krabów, port rekina,  śnieżna dolina, dżungla dinozaura czy lodowcowy kanion. Wszystkie tory są niczym wyjęte z kreskówki i są równie pełne uroku, co pojazdy po nich się ścigające. W obu grach trasy zawierają sekretne skróty, których odkrycie daje nam pewną przewagę nad rywalami, którzy pojadą standardową trasą.

wp_ss_20141202_0030

Runda trzecia: fabuła + rozgrywka

O tym pierwszym ciężko mówić w obu przypadkach. W  wyścigi uporządkowane są w kilku rozdziałach. W tym pierwszym tytule znajdziemy ich dziewięć, w drugim o jeden mniej. Jeżeli chodzi o ilość wyścigów, w każdym z nich to Asphalt wyraźnie przoduje w tej klasyfikacji,  oferując ich ponad dwieście, podczas gdy BBR proponuje ich nieco ponad sto. Użycie wyrazu „uporządkowane” nie jest tu przypadkowe, ponieważ jedyne co łączy kolejne rozdziały to fakt, że by odblokować następne, trzeba w jakimś tam stopniu ukończyć poprzednie. W Asphlacie musimy uzyskać w sumie, ze wszystkich poprzednich rozdziałów, określoną liczbę gwiazdek. Za każdy wyścig możemy uzyskać pięć gwiazdek: trzy za pozycje, na której go ukończyliśmy (trzy są oczywiście za pierwsze miejsce), a  pozostałe dwie za dodatkowe wyzwania, które musimy wypełnić w czasie wyścigu. Przykładowym wyzwaniem są: zniszcz cztery samochody i pokonaj 750m driftem. W większości wyścigów domyślnie bierze udział sześć samochodów, choć w niektórych trybach przyjdzie nam się pojedynkować tylko z jednym rywalem, a w trybie driftu przez bramki znajdziemy się na trasie całkiem sami.

wp_ss_20141202_0027

Z początku wyścigi nie należą do trudnych, ale ilość wysiłku, jaki musimy włożyć, by odnieść kompletne zwycięstwo, rośnie dosyć liniowo względem kolejnych rozdziałów. Ważną informacją jest też to, że nie każdym samochodem możemy zagrać każdy wyścig. Pojazdy podzielone są na pięć klas i to właśnie one są najczęściej ograniczeniem w kwestii przystępowania do rywalizacji. Zdarza się jednak, że kryterium nie jest klasa, a marka, na przykład jest wyścig, którego nie rozegramy bez samochodu marki Mercedes.

wp_ss_20141202_0013

Jeżeli chodzi o samą jazdę, to trzeba przyznać, że daje ona trochę frajdy. Gdy wybierzemy formę sterowania przy pomocy żyroskopu, możemy poczuć się jak prawdziwi kierowcy, choć trzeba uważać, by przy gwałtownym skręcaniu nasze urządzenie nie wypadło nam z ręki. Gra toczy się niekiedy w ekstremalnie szybkim tempie, co jest zasługą miedzy innymi osiąganych prędkości, nieraz zbliżających się do 500 km/h (sic!). Osobiście uważam, że to za zbyt wiele, zwłaszcza, że przy tej prędkości mając troszkę doświadczenia i  odpowiedni samochód, pokonamy większość zakrętów. W jaki sposób? Wspomnianym już wcześniej driftem. Zbliżając się do zakrętu wystarczy chwilkę przytrzymać hamulec i skręcić koła, by KAŻDY samochód pokonał KAŻDY zakręt bokiem. Trzeba się wprawdzie troszkę napocić, żeby w zakręt wejść pod odpowiednim kątem, lecz gdy nauczymy się to robić, rozgrywka staje się naprawdę prosta, a zwycięstwo zależeć będzie od tego, jak szybki mamy samochód. To mocno psuje zabawę i mówię to jako osoba, która spędziła nad tą grą dziesiątki godzin. Z początku rywalizacja jest naprawdę pasjonująca, ponieważ musimy tak dysponować pieniędzmi, by mieć po jednym szybkim wozie z każdej klasy. Wprowadza to elementy gry strategicznej,  co bardzo mi się spodobało i sprawiło, że się wciągnąłem. Moje statystyki z gry prezentują się następująco:

wp_ss_20141202_0006

Jak na ponad dwie doby grania 61% postępu w karierze nie wygląda imponująco. Wszystko dlatego, że Gameloft bardzo często wydaje aktualizacje, zwiększające ilość tras, wozów i wyścigów. Gdyby mój postęp odnieść do gry  w wersji 1.0.0, myślę, że byłoby to jakieś 85%. Jako, że przestałem grać w Asphalta jakieś cztery miesiące temu, każdy nowy update nieubłaganie ciągnie moje statystyki w dół. Za to nieustanne rozwijanie gry należy  się Gameloftowi owacja na stojąco, choć jest tu pewien haczyk, który ujrzy światło dzienne w ostatniej, piątej rundzie.

wp_ss_20141202_0022

W BBR  sprawy mają się odrobinę inaczej. Aby odblokować kolejny rozdział, musimy pokonać „bossa” z poprzedniego rozdziału. By to uczynić, najpierw musimy  odblokować ten wyścig, zbierając odpowiednią ilość gwiazdek z poprzednich wyścigów z danego rozdziału. Pod tym względem rozgrywka nie różni się diametralnie od tej, którą zaproponował nam Gameloft w swoim tytule. O poziomach samochodów wspomniałem przy okazji rundy pierwszej, więc mogę od razu przejść do opisu tego, co w tej grze pokochałem całym sercem: rozgrywki.

wp_ss_20141202_0032

W wyścigu bierze udział prawie zawsze sześć pojazdów. Tak jak w Asphalcie do dyspozycji mamy kilka trybów. Z pośród tych nietypowych warto wspomnieć o: strzelnicy, panicznej ucieczce oraz pogoni za liderem. Dwa pierwsze opierają się na pewnego rodzaju mocach, które można zebrać w czasie jazdy. Są one kluczowym elementem rozgrywki, ponieważ wprowadzają pewien losowy element, który nieprawdopodobnie uatrakcyjnia zabawę. W jaki sposób? Ano w taki, że na przemian wybuchamy diabelskim śmiechem, bo trafiliśmy cały tłum przeciwników kulą ognia i trzęsiemy się ze złości, ponieważ przed samą metą trafia nas samonaprowadzający pocisk, który sprawia, że kończymy wyścig na ostatnim miejscu. Chyba nigdy nie spotkałem się z grą wywołującą u mnie tyle najróżniejszych emocji. Wracając do mocy, w grze możemy odblokować ich dwadzieścia siedem, by podczas wyścigu, najeżdżając na odpowiedni obiekt, wylosować jedną z nich. Używać ich możemy w dowolnym momencie, ale naraz możemy mieć pod ręką tylko jedną.

wp_ss_20141202_0037

Inna bardzo ciekawą cechą jest fizyka i interakcja z trasą. Mogłoby się wydawać, że w grze osadzonej w bajkowo-kreskówkowym klimacie, prawa fizyki zostaną ograniczone do prawa powszechnego ciążenia. Nie jest to jednak prawda. Każdy pojazd ma jakieś unikalne właściwości jezdne, które w zależności od trasy (czytaj: nawierzchni), utrudniają nam lub ułatwiają ściganie. Fantastyczna jest również reakcja pojazdów na fakturę podłoża. W Aspahlcie ta część mapy, po której jeździmy,  jest idealnie gładka, nie ma możliwości, żebyśmy zahaczyli o krawężnik lub wpadli kołem w jakąś dziurę. W BBR nie raz zdarzało mi się wylecieć z trasy na szybkim zakręcie, gdy moją nisko zawieszoną wyścigówką zbytnio ściąłem zakręt i odbiłem się wewnętrznym kołem od krawężnika. Nie obywa się wtedy bez efektowych akrobacji, których nie powstydziliby się piloci samolotów kaskaderskich.

wp_ss_20141202_0034

Podsumowując tę długą rundę, w mojej opinii BBR wyraźnie wygrywa. Jednorodny klimat tej gry w połączeniu z emocjami jakie budzi, zdecydowanie przewyższa mieszankę stylów, którą odnajdziemy w Asphalcie. Nie powiem, że ta hybryda nie może się podobać, jednak w moim odczuciu gra od Gameloftu nie ma „tego czegoś”, a BBR ma tego tony.

Runda czwarta: soundtrack

Po wygranej przez BBR rundzie trzeciej, przyszedł czas na kolejny remis. Jeżeli chodzi o samą muzykę towarzysząca rozgrywce, to nie mam absolutnie nic do zarzucenia obu tytułom. W Aspahlcie dostajemy nawet możliwość wyboru gatunku brzmień, jakimi będą nas raczyć w czasie naszych zmagań. W BBR nie ma takich „bajerów”, co nie zmienia faktu, że muzyka jest przyjemna dla ucha i dobrze dopasowana do klimatu gry. To wszystko sprawia, że gdy tylko mogę, w oba tytuły gram z włączonym dźwiękiem, a to z moich ust spory komplement.

Runda piąta: mikropłatności

Przyszedł czas na druzgocący prawy prosty. Prosto w twarz. Tak właśnie czuję się, gry znajduję się w menu głównym Asphalta 8. Ciężko inaczej określić ten natłok molestowania o wydanie prawdziwych pieniędzy tylko po to, by przejść grę na skróty. Na mikropłatności trafimy dosłownie WSZĘDZIE. O ile na samym początku, gdy gra była w wersji 1.0.0, nie było to takie upierdliwe, o tyle po kilku kolejnych aktualizacjach w grę tę przestało się dać grać. Dlaczego? Bo by zagrać w 70% nowo dodanych wyścigów, potrzebujemy bajońskich sum pieniędzy, by kupić konkretny, również nowo dodany, samochód. Jeżeli jakimś cudem uda nam się uzbierać taką kwotę, potrzebne nam będzie jeszcze dziesięć razy tyle, by samochód ten ulepszyć, ponieważ takim „gołym” nic nie zwojujemy. Taka polityka miałaby jakieś usprawiedliwienie, gdyby ceny były naprawdę niskie, na przykład 0.1$ za jeden średni samochód, 1$ za jakiś wyjątkowo mocny. Jak to wygląda naprawdę. można zobaczyć na poniższym zrzucie ekranu.

wp_ss_20141201_0017

Nie, nie przywidziało Wam się. Dwa samochody, jeden z najwyższej klasy, drugi klasy średniej kosztują 100$, czyli ponad 300 zł. Pozostawię to bez komentarza i przejdę do mikropłatności w wydaniu Vector Studio. Chociaż właściwie nie bardzo jest tu o czym pisać. Przy pierwszym uruchomieniu wyskakuje nam baner, proponujący nam zniesienie wszystkich ograniczeń i nielimitowane malowanie naszych samochodów za darmo w cenie… 16 zł. Najpiękniejsza w tym wszystkim wcale nie jest cena, tylko przycisk „nie i nie pokazuj tego więcej”. I faktycznie nigdy więcej już tej oferty nie widziałem. Za coś takiego powinni przyznać nagrodę Nobla.

Czym są ograniczenia, które można znieść w tej cenie? Żeby przystąpić do każdego wyścigu, trzeba mieć bilecik, których naraz możemy zgromadzić maksymalnie pięć. Jeżeli wygramy wyścig, bilecik wraca do nas i można go wykorzystać do spróbowania swoich sił w innym wyścigu. Jeżeli nie, bilecik przepada, jednak nie ma co rozpaczać, ponieważ co każde 5 min dostajemy po jednym nowym. W praktyce wygląda to tak, że przy ponad 11h spędzonych na graniu w BBR ani razu mi ich nie zabrakło. Podsumowując, w BBR mikropłatności są, ale jeżeli chcemy,  to zobaczymy je tylko przy pierwszym uruchomieniu gry. Oczywiście, jeżeli skończy nam się cierpliwość, możemy napełnić nasz wirtualny skarbiec diamentami (służącymi do kupowania mocy i przemalowywania pojazdów) lub gotówką (służącą do kupowania i ulepszania pojazdów). Jeżeli jednak mamy w sobie odrobinę samozaparcia, jedno i drugie zdobędziemy zwyczajnie wygrywając kolejne wyścigi i nie będziemy miesili obciążać naszej karty kredytowej niepotrzebnymi wydatkami.

Werdykt

W obliczu walki łeb w łeb w pierwszych czterech rundach, nokaut w ostatniej boli szczególnie. Tym bardziej, że na większość moich zarzutów wobec Asphalta, na upartego, można odpowiedzieć prostym: „kwestia gustu”. Wydaje mi się jednak, że na ostatni, ciężko będzie znaleźć jakiś rozsądny kontrargument. Oczywiście można powiedzieć, że skoro wszechświat się rozszerza, to i ceny rosną, ale siłę tego argumentu oceńcie sami. Dla mnie wyraźnym zwycięzcą jest Beach Buggy Racing, za sprawą niepowtarzalnego klimatu, wzbudzanych emocji i wielu detali, których próżno szukać u rywala. Zachęcam Was jednak do tego, abyście pobrali oba te tytuły i przekonali się sami, ponieważ każda recenzja ma to do siebie, że nigdy nie jest obiektywna.

wp_ss_20141122_0001