Home > PC i laptopy > Felietony > Laptop – zastosowanie i mobliność

Laptop – zastosowanie i mobliność

Autor tekstu: Szymon Piotrowski

Niedawno z inicjatywy Arka podjęliśmy temat tego, co jest mobile, a co nie. W tym tekście chciałbym kontynuować ten wątek, jednak przede wszystkim skupiając się nad konkretniejszym zagadnieniem – czy laptopy są mobile? A dokładnie, czy są takie dla mnie, jeśli tak, to czy wszystkie, jeśli nie wszystkie, to gdzie jest granica i w jaki sposób ją wytyczyłem?

No tak, laptop. Trzeba się zastanowić, co to dla nas znaczy. Dla mnie to bardzo szerokie pojęcie – od malutkich, jedenastocalowych netbooków (które w zasadzie umarły śmiercią naturalną wyparte przez tablety) do siedemnastocalowych olbrzymów, których w zasadzie nikt normalny nie przenosi bez potrzeby. Czy jest to dla mnie sprzęt mobilny? Tak, ale nie jest nim każdy przedstawiciel tej „rodziny” sprzętów. Warto więc zastosować pewien podział, w moim przypadku jest to podział według najrozsądniejszego chyba kryterium, tj. rozmiaru i wagi urządzenia. Toteż, od najmniejszych i najlżejszych zacznę – netbooki. Myślę, że tutaj dyskusji nie ma, wszyscy reprezentanci tej grupy są jak najbardziej mobilni. Netbook w przeważającej większości przypadków nie posiada stacji dysków, jest rozmiaru cienkiej książki, zabrać go można wszędzie – do tego go zresztą stworzono – więc wg mnie nie można nie nazwać go mobilnym. Z netbookami jednak sytuacja wygląda teraz tak, że w zasadzie, o czym już wspomniałem, wyszły one ze sprzedaży, jak i z użycia, zastąpione tabletami, zwłaszcza tymi ze stacją dokującą, ze względu na podobne możliwości obu typów urządzeń i atuty tych drugich.

Laptopy_1
Notebook

Zaraz za netbookami mamy jednak grupę bardzo dzielnie trzymającą się na rynku, choć będącą na nim od stosunkowo niedawna – tak zwane ultrabooki (w rzeczywistości nazwa ta jako nazwa handlowa może zostać użyta jedynie przy urządzeniach z procesorem od Intela – a nie są to jedyne tego typu komputery na rynku). W tej kategorii laptopy mają zwykle około trzynastu-czternastu cali, czasem mniej, raczej nie więcej. Charakteryzują się niesamowicie małymi wymiarami, jeśli chodzi o wysokość, oraz bardzo małą wagą. Podobnie jak netbooki nie posiadają również stacji dysków. Tutaj też umieszczam swojego laptopa – MacBooka Air 13”. Z powodu wspomnianych bardzo niewielkich wymiarów ultrabooka zabrać można niemalże wszędzie, nie czując przy tym jego wagi – a na pytanie „dlaczego warto używać właśnie takiego sprzętu zamiast wszelkiej maści tabletów” spróbuję odpowiedzieć w dalszej części tekstu.

Laptopy_2
Ultrabook

Po netbookach i ultrabookach pojawia się kategoria, która dla mnie jest stereotypem laptopa – czyli notebooki z ekranem o przekątnej około piętnastu cali (najczęściej 15,6”). Sprzęty z tej kategorii mają zaimplementowaną stację dysków, nie są wcale lekkie i choć popularny jest wszelkiego rodzaju asortyment do ich przenoszenia, nie jest to coś, co można ze sobą zabrać zawsze i wszędzie. Po prostu jest to niewygodne. Laptopy w tej „rozmiarówce” używane są zarówno przez biznesmenów, jak i graczy. Jest to chyba jeden z najbardziej uniwersalnych typów komputerów przenośnych.

lenovo-ideapad-y510
 Laptop o przekątnej ekranu 15”

Ostatnia kategoria to laptopy o przekątnej ekranu wynoszącej siedemnaście cali i więcej. Nie mam pojęcia, jak mógłbym nazwać takie urządzenie „mobilnym”. Stosowane są głównie, jeśli nie tylko, przez graczy, którzy z reguły nie wynoszą ich nigdy z pokoju. Są ciężkie, ogromne i mają podzespoły lepsze niż niejeden komputer stacjonarny. A, no i kosztują z reguły majątek.

 Gamingowy laptop o przekątnej ekranu 17”
Gamingowy laptop o przekątnej ekranu 17”

Które z tych sprzętów są więc według mnie mobilne, a które nie? Nawet jeśli powyższy podział nie ilustruje Wam tego jeszcze dostatecznie dobrze, mam kryterium, które definitywnie to określa – zadanie laptopa. I tak mamy:
1) netbooka, którego zadaniem zawsze było bycie „mobilną namiastką komputera” – bo niewiele się na nim dało zrobić, co poskutkowało wyparciem go z rynku przez tablety, których zadanie jest podobne, ale mają więcej funkcji i udogodnień
2) ultrabooka, którego zadaniem jest bycie niemalże pełnym komputerem, który został pozbawiony kilku drobnostek, jak stacja dysków, na rzecz wygody i mobilności, ale na którym można pracować również w domu, korzystając z niego zamiast z normalnego komputera
3) notebooka około piętnastu cali przekątnej ekranu – tego typowego, robiącego za „pełnoprawny” komputer, który jednak z mobilnością ma niewiele wspólnego (bardziej na zasadzie przeniesienia go z domu do biura i osiem godzin później z powrotem niż na noszeniu go między czterdziestoma pięcioma miejscami dziennie, w każdym po kolei otwierając go i zamykając nawet na kilka minut w ciągu sekundy – bo tym jest dla mnie mobilność we współczesnym tego słowa znaczeniu), a jego zadanie to praca stacjonarna lub gaming
4) „kombajn” o przekątnej powyżej siedemnastu cali – którego noszenia gdziekolwiek absolutnie sobie nie wyobrażam, którego zadaniem może być chyba wyłącznie gaming, ewentualnie praca bardzo stacjonarna, typu montowanie i rendering filmów.

Laptopy_3
Przedstawiciel rzekomych „pogromców laptopów”, tablet

Według powyższego podziału mamy cztery kategorie laptopów, z czego dwie są mobilne, a dwie niekoniecznie – oczywiście według mnie. A do czego ja używam laptopa (jak wspomniałem, mój laptop klasyfikuje się w kategorii drugiej, czyli pośród ultrabooków)? Siedząc w domu kładę go na biurku, siadam przy krześle i, na przykład, piszę, czy to książkę, czy tekst (jak teraz), albo włączam muzykę, czasem też gram w jakąś grę (choć ultrabooki do tego nie służą – to trzeba sobie powiedzieć szczerze). Jednak w każdej chwili mogę się przenieść ze swoją pracą na łóżko, do ogrodu, do pociągu, na przystanek – gdziekolwiek. Wszędzie mam ze sobą dokładnie to samo – czyli wszystko, czego potrzebuję, zamknięte w „pudełeczku” o wymiarach 0,3-1,7 cm x 32,5 cm x 22,7 cm i masie 1,35 kg. Ponadto, sytuacja sprzed kilku dni – w bibliotece nie było lektury, więc przychodzę do szkoły z komputerem, na którym ją mam, a mój kręgosłup wcale nie jest nadmiernie obciążony. Dlaczego więc nie tablet? Bo, jak wspomniałem, ultrabook to już komputer (co trudno mi powiedzieć o netbooku), działający pod „pełnym” systemem operacyjnym, o odpowiednich wymiarach ekranu (dziesięć/jedenaście cali to dla mnie trochę za mało, trzynaście jest idealne), a mimo to malutki i cieniutki. Ale to już jest całkowicie indywidualny wybór.