Home > Gry > Kowbojskie środy #3 – Call of Juarez: Gunslinger

Kowbojskie środy #3 – Call of Juarez: Gunslinger

Techland po świetnym Call of Juarez oraz Więzach Krwi dało graczom pewność, że kolejna odsłona serii będzie jeszcze lepsza niż poprzedniczki, ale… nie była. Dlatego też w dzisiejszej kowbojskiej środzie pomijam piekielnie nieudany The Cartel, który najlepiej jak najszybciej wymazać z pamięci. Developerzy z Wrocławia zrozumieli swój błąd i kolejna część Zewu Juarez powraca na stary, dobry Dziki Zachód.

Call of Juarez: Gunslinger została wydana 21 maja 2013 i ucieszyła każdego fana serii wiadomością o powrocie klimatów starego Zachodu. Czwarta odsłona serii różni się od swoich poprzedniczek, tutaj nie zagramy w kolejną historię braci McCall, za to dostajemy zupełnie nową fabułę.

8679433346_1850d6eed3_c
faseextra / Foter.com / CC BY-NC-SA

Początek gry zaczyna się od filmiku, w którym to stary kowboj wchodzi do Saloonu i przy kuflach piwa zaczyna opowiadać o swoich przygodach. Jak się okazuję, gościem w barze jest Silas Greaves – łowca nagród, który na swojej drodze spotkał takie legendy jak Billy the Kid, Jesse James czy Pat Garret. Gra polega na naszym udziale w opowieściach Silasa, podczas których jesteśmy rzucani po całym terytorium starego Zachodu.

Twórcy postanowili „zabawić się graczami” i często gdy Greaves opowiada o jakimś wydarzeniu, nagle przypomina sobie, iż to wcale nie było tak, jak nam przed chwilą powiedział. Zmienia swoje słowa i na naszych oczach ukazuje się zupełnie inne wydarzenie. Przykładem może być jedna z misji (nie będzie to duzy spojler), gdy atakuje nas grupa Apaczów, lecz nagle ktoś ze słuchaczy opowieści Silasa stwierdza, że przeczytał w pewnej gazecie zupełnie co innego, a mianowicie że nie byli to czerwonoskórzy, lecz bandyci. Wtedy Greaves zaznacza, iż powiedział, że został zaatakowany „w stylu Apaczów” i nagle Indianie zmieniają się w bandytów. Ciekawe, nieprawdaż?
Jako iż sami jesteśmy bohaterami własnej opowieści, to takich zdarzeń jest jeszcze więcej.

Etahos / Foter.com / CC BY-NC

Mechanika gry nie uległa zbytnio zmianie względem poprzednich części. Wciąż odwiedzamy dzikie prerie i trochę mniej dzikie miasteczka Zachodu, jednak twórcy postawili bardziej na zręcznościową strzelankę w tej odsłonie. Za zlikwidowanie wrogów dostajemy punkty, dzięki którym później możemy rozwinąć daną umiejętność naszego bohatera. Zabijanie staje się także przyjemniejsze dzięki zabiegowi, który w momencie zetknięcia się kuli z ciałem przeciwnika zatrzymuje czas i słychać charakterystyczny dzwięk.

Community Mag / Foter.com / CC BY-NC

Techland postanowił zaskoczyć graczy i zamiast kolejnych ulepszeń graficznych względem Call of Juarez: Więzy Krwi postawił na „komiksową” grafikę w grze, która od razu przywodzi na myśl Borderlands 2. Dzięki temu krajobraz, bronie oraz postacie wyglądają świetnie i czuć powiew świeżości w serii. Jednak ma to także swoje minusy: przeciwnicy są słabo widoczni na tle krajobrazu, po prostu zlewają się z otoczeniem. Muzyka w Gunslingerze stoi na wysokim poziomie i dobrze wpasowuje się w klimat westernu oraz samej opowieści.

Community Mag / Foter.com / CC BY-NC

Warto wspomnieć także o braku trybu multiplayer, który pokochali gracze. Oczywiście spotkało się to z dużym niezadowoleniem w środowisku tejże społecznośći, jednak twórcy nie chcieli nas tak „zostawić z niczym” i po ukończeniu gry odblokowuje nam się możliwość przejśćia jej jeszcze raz, lecz z zdobytymi już punktami umiejętności oraz brońmi. Otrzymujemy także tak zwany tryb akcji, w którym dostajemy do wyboru poszczególne misje. Odblokowujemy je grając w ten tryb i zdobywając punkty. Tryb akcji polega na przejściu przez całe miasto, nie dając się przy tym zabić. Do wyboru mamy parę klas: Nieustraszony Desperado, Niezłomny Traper oraz Zimnokrwisty Łowca. Te klasy dzięki zdobytym punktom w grze możemy rozwijać, odblokowując poszczególne umiejętnosci. Do ręki dostajemy także tryb zwany pojedynki, który jak wskazuje nazwa polega na odgrywaniu pojedynków z poznanymi w opowieści sławami. Mamy do dyspozycji 4 życia, po wyczerpaniu się naszych szans żyć gra się kończy i zostajemy rozliczeni z naszych postępów.

Etahos / Foter.com / CC BY-NC

Podsumowując, Call of Juarez Gunslinger to dobra gra, z krótką, aczkolwiek ciekawą opowieścią, ładnie wyglądająca pod względem graficznym i przyjemna w samym już gameplayu. Bardzo dobrym krokiem Techalndu był powrót na Dziki Zachód. Póki co nie wiadomo, co dalej z serią Call of Juarez, obecnie po dość wyczerpanym już temacie zombie, wrocławskie studio może zdecyduje się na kolejną odsłonę CoJa – oby!

Autor tekstu:

Szymon Setlak – zwykły gracz, kiedyś „PCtowiec” dziś dumny posiadacz konsol PlayStation 3 i 4. Lubuje się w gatunkach RPG oraz FPS. Fan Sapkowskiego uniwersum oraz serialu The Walking Dead.
.

facebook