Home > PC i laptopy > Felietony > Kiedyś klucz i śruba – dzisiaj komputer i kabel

Kiedyś klucz i śruba – dzisiaj komputer i kabel

Autor tekstu: Patryk Strąk

 

W latach 80. i 90. ubiegłego wieku żeby wymienić jakąkolwiek zużytą część w samochodzie, wystarczyło wziąć do ręki odpowiedni klucz, śrubokręt lub ew. klin i młotek, każdy typowy Kowalski mógł to zrobić, ponieważ niezbędne narzędzia były w zasięgu jego ręki, nie trzeba było ze wszystkim biegać do mechanika. Do tej pory tak jest – ale tylko w wypadkach, kiedy decydujemy się na starszy samochód. Jak sprawa ma się dzisiaj z nowymi pojazdami?

Jeżeli decydujemy się na samochody z nowszego rocznika, często z bogatszym wyposażeniem, musimy się liczyć z tym, że wymiana części może nas słono kosztować, ponadto komputer sterujący pompą paliwa i resztą podzespołów silnika będzie po jakimś czasie sypać błędami lub po prostu się zepsuje, wtedy zależnie od modelu samochodu i typu silnika również wyjdzie nam to drogo, ponieważ samo podłączenie się do komputera i zresetowanie/wgranie nowego programu to koszt rzędu kilkuset złotych (przekracza czasami nawet 700). Pozostaje pytanie, czy na pewno tego chcemy? Niby trzeba iść z duchem czasu, ale czy nam to potrzebne? Przecież można stworzyć komfortowy samochód bez potrzeby pakowania elektroniki, gdzie się tylko da. Elektronika w samochodzie jest pomocna, jednak często zawodzi. Czy chcielibyście zginąć przez głupi błąd komputera? Bo ja na pewno nie.

Zastanówmy się, czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich czujników parkowania, elektronicznych zawieszeń, liczników z cyfrowymi zegarami? Czy naprawdę jest to nam niezbędne? Wychodzi na to, że nie, ale nie zrezygnujemy z tych wszystkich systemów z prostego powodu. Chcemy mieć wszystko w zasięgu ręki, mało tego, sprzedaż nowego Lexusa na rzecz starszego Volkswagena to krok w tył, tak mawiają. Te wszystkie systemy niby mają sprawić, że auto będzie niezwykle bezpieczne. Jednak zapominamy, że im więcej producent przykłada się do elektroniki, tym mniej do jakości zastosowanych blach oraz solidności ramy samochodu. Oczywiście nie mam zamiaru namawiać Was do sprzedaży Lexusów i kupna Polonezów, chcę tylko, żebyście się zastanowili, czy wszechobecna elektronika jest dla nas dobra, czy przypadkiem nie zawładnęło nami już lenistwo.