Home > Recenzje > Huawei Ascend Y530 – trójkowicz / Mateusz Jagiełło

Huawei Ascend Y530 – trójkowicz / Mateusz Jagiełło

Huawei Ascend Y530

Mam znajomego ze studiów, który jest prawdziwym fenomenem, bowiem niezmiennie trzyma się idealnie równej średniej ocen na poziomie 3,0. Takie wyniki akademickie rodzą u mnie swego rodzaju dysonans poznawczy. Niby uczciwie zaliczył wszystkie przedmioty i minimum wyrobił, ale brak ambicji i podejście „byle jak najmniej wysiłku” nie jest czymś, co pochwalam.

Bohaterem dzisiejszej recenzji jest Ascend Y530, którego producent pozycjonuje następująco:

A simplified entertainment experience in your first or second smartphone.

Czyli jako budżetowca przeznaczonego na początek przygody ze smartfonami. Nie bez powodu zacząłem jednak od wspomnienia kolegi, bowiem testowane urządzenie ma z nim zaskakująco wiele wspólnego.

Opakowanie i dodatki

Huawei to generalnie rzecz biorąc chińska marka z ambicjami i pudełko wyśmienicie odzwierciedla taki stan rzeczy. Jest nieduże, białe i eleganckie. Co prawda do poziomu Apple sporo brakuje, ale w moim odczuciu to nawet dobrze, bo nie chciałbym dopłacać do kartonu, którego jedynym celem jest odłożenie w kąt zaraz po zakupie.

W środku znajdziemy baterię, beznadziejne słuchawki, ładowarkę z kablem USB oraz instrukcję. Nic nadzwyczajnego, ale też bez tragedii. Osobiście pochwalam zabieg producenta polegający na daniu użytkownikowi możliwości wyjęcia i zamiany baterii. Przed boomem na smartfony zwykle miałem dwie baterie do telefonu komórkowego i przed dłuższymi wyjazdami ładowałem obie, podwajając czas pracy gadżetu.

Zawartość opakowania
Zawartość opakowania

Budowa

Estetyka to rzecz subiektywna, jednak elegancki minimalizm Y530 jak najbardziej do mnie przemawia. Nie ma jaskrawych kolorów jak w Lumiach, brak niepotrzebnych wodotrysków. W parze z wyglądem idzie funkcjonalność, bowiem sprzęt dobrze leży w dłoni. Co prawda tylna klapka jest w zasadzie gładka (choć jej wygląd może sugerować coś innego), nie zanotowałem jednak żadnych przypadków wyślizgiwania się telefonu z dłoni.

IMG_0978bis

Katastrofą i jedną z dwóch najpoważniejszych wad jest natomiast spasowanie elementów. Huawei Y530 nieprzyzwoicie skrzypi i trzeszczy, nawet kiedy nie trzyma się go zbyt mocno w dłoni. W pamięć zapadła mi szczególnie scena, kiedy to przeglądając w nocy 4chana po WiFi byłem święcie przekonany, że ktoś chodzi po domu. To jednak nie podłoga skrzypiała w oddali, tylko ta nieszczęsna obudowa…

Znacznie lepsze wrażenie sprawiają przyciski boczne – włącznik i regulacja głośności. Mają taki skok jak trzeba i reagują w stu procentach zgodnie z intencją użytkownika. Na dole producent umieścił samotny port micro USB i to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o boki gadżetu.

Niewiele więcej dzieje się z tyłu. Nad logo producenta (monochromatycznym, co pochwalam) znajdziemy aparat z lampą błyskową i niewielki głośnik. Żeby zakryć ten drugi trzeba mieć spore dłonie, przyczepię się jedynie do faktu, że w miejscu aparatu obudowa jest lekko wybrzuszona, co robi nienajlepsze wrażenie estetyczne.

Tył z aparatem
Tył z aparatem

Oprogramowanie

Ascend Y530 działa na Androidzie 4.3 z autorską nakładką Emotion UI. Warto poświęcić jej chwilę czasu, bowiem jest dość interesująca. Dolny dok i układ oraz styl ikon przypominają nieco iOS. Górna belka zaskakuje rozmieszczeniem elementów, wyrównując wszystko co tylko się da do prawej. Wygoda na tym nie cierpi, ale puste zazwyczaj miejsce po lewej trochę kiepsko wygląda.

Ekran główny
Ekran główny

Bardzo zastanawiająca jest klawiatura, która domyślnie zawiera zamiast spacji….”.com”. Jest to szalenie niewygodne, na tyle, że szybko wróciłem do standardowej Androidowej klawiatury, bo nie dało się wygodnie korzystać z wyszukiwarki w pasku adresu Chrome.

Klawiatura
Klawiatura

Panel ustawień oraz powiadomień są uproszczone i przypominają bardziej iOS niż Androida. Huawei ukrył wszystkie bardziej zaawansowane opcje aby zwiększyć czytelność i przyjazność obsługi. Największych entuzjastów grzebania w menusach może to obruszyć, ale biorąc pod uwagę target Y530 jest to zabieg jak najbardziej uzasadniony.

Panel powiadomnień
Panel powiadomnień

Na ekranie głównym użytkownik może ustawić jedno z kilku przejść między ekranami (wiatrak robi szczególnie dobre wrażenie) lub zmienić motyw. Mocno popieram preinstalację łatwej w obsłudze aplikacji do wyboru motywu, ale na Odyna, dlaczego są ich tylko 3 (słownie: TRZY)? Sytuacja taka sama jak ze SmartBGM autorstwa Samsunga, pomysł świetny, wykonanie dobre, ale opcji tak mało, że śmiać się chce.

Ciekawie poradzono sobie z uporządkowaniem pulpitów, upychając narzędzia Google do jednego folderu, podobnie jak narzędzia systemowe. Ruch słuszny, tylko Facebooka i Twittera wyciągnąłbym domyślnie na wierzch zamiast tworzyć nowy katalog na 2 ikonki.

Jeżeli ktoś nie wierzy w moje teorie o inspiracji oprogramowaniem Apple, wystarczy rzucić okiem na aparat. Cała dolna belka to 1:1 kopia iOS 6.

Ekran

4,5-calowy wyświetlacz IPS jest jednym z mocniejszych punktów tego smartfona. Kolory są ostre i żywe, reakcja na dotyk dobra, nie da się zauważyć siatki digitizera. Maksymalna jasność pozwala na pracę w pełnym słońcu, choć automatyczna regulacja spisuje się średnio i lepiej jest ręcznie ustawiać ją pod warunki oświetleniowe. Niestety ekran bardzo szybko akumuluje odciski palców, a ich usunięcie bywa trudne.

Dźwięk

Jakość dźwięku jest zadowalająca, z tym zastrzeżeniem, że głośnik nie ma szans spisać się w komunikacji miejskiej czy innym miejscu pełnym hałasu. Maksymalna głośność jest po prostu zbyt niska. Sytuacja poprawia się po podłączeniu słuchawek, ale podkreślam jeszcz raz: nie używajcie tych dołączonych do zestawu, szkoda psuć sobie wrażenia z ulubionej muzyki.

Nie zanotowałem żadnych trudności ze zrozumieniem rozmówcy (lub vice versa) podczas rozmów telefoniczych.

Aparat

Przednia kamerka pozwoli rozmówcy na Skype z grubsza określić naszą twarz, ale nic ponad to. Lepsze zdjęcia robi już Sciphone, chińska podróbka iPhone’a. Na szczęście znacznie lepiej działa optyka umieszczona na tylnej klapce. Kolory są akceptowalne, jedynie zdjęcia robione w kiepskich warunkach oświetleniowych (nawet z lampą) można nazwać słabymi.

Wydajność

Tak długo, jak przeglądamy strony internetowe i wykonujemy proste czynności, wszystko działa ultrapłynnie. Problemy zaczynają się w momencie, gdy zadecydujemy się pograć w zaawansowane gry lub obejrzeć film HD. Pierwszą rzeczą, jaką robię na każdym urządzeniu z Androidem, jest dociągnięcie najnwoszej ścigałki z serii Asphalt. Na Y530 rozgrywka jest zwyczajnie niemożliwa, na ekranie widać pokaz slajdów, a gra po chwili wywala do pulpitu. Ta druga przypadłość zdarza się w wielu tytułach 3D, z jakiegoś powodu w wyścigowych niemal zawsze.

Po zamknięciu dużej aplikacji Emotion UI także dostaje zadyszki. Na ekranie najpierw pojawia się sama tapeta, a dopiero po chwili ikony. Jeżeli spróbujemy w tym czasie zmienić ekran, animacja przejścia nie będzie płynna.

Wyniki AnTuTu widoczne poniżej pokazują, że Y530 jest na poziomie…Samsunga Galaxy S2 i Nexusa 4. Są to konstrukcje dośc leciwe i szkoda, że producent nie pokusił się o zamontowanie trochę wydajniejszego układu, bowiem przy obecnym stanie rzeczy wydajność jest drugą po obudowie najpoważniejszą wadą testowanego urządzenia.

Użytkowanie praktyczne

Bateria pozwala na 2-3 dni dość intensywnego użytkowania (czyli WiFi oraz te gry, które chodzą bez lagów). Niby nie jest to wynik katastrofalny, ale przy takiej a nie innej mocy CPU miałem nadzieję na to, że Y530 nadrobi stracone punkty w energooszczędności. Tak niestety nie było.

Najmocniejszym po ekranie punktem chińskiego smartfona jest odbiornik GPS. Dość szybko i precyzyjnie łapie sygnał, co w połączeniu z dobrym ekranem daje naprawdę przyzwoitą nawigację terenową. 4,5 cala mieści się jeszcze do specjalnej opaski na ramię, której używam podczas jazdy na rowerze i biegania.

Niecodzienna sytuacja miała miejsce, kiedy celem sprawdzenia aparatu udałem się na wieczorny pokaz mody w centrum. Naciśnięcie włącznika nie wybudzało czasem ekranu tak jak powinno, albo robiło to z opóźnieniem. Smartfon reagował na Power zupełnie losowo i jak chciał. Po kilku przypadkowych włączeniach, wyłączeniach i podziewianiu czarnego (uśpionego) wyświetlacza, wyłączyłem urządzenie, odczekałem 5 minut i uruchomiłem ponownie. Problemy zniknęły jak ręką odjął, ale niesmak pozostał…

Cena i opłacalność

Ascend Y530 kosztuje obecnie mniej więcej 550 zł. Faktycznie jest to niewiele, ale czy warto? Moin zdaniem nie. Za podobną kwotę dostać można GoClever Insignia 5, Lenovo A820 czy Motorola Moto G. Wszystkie wymienione przeze mnie smartfony są lepiej wykonane i również objęte gwarancją producenta. Jeśli komuś na tym ostatnim aspekcie (w przeciwieństwie do ceny) nie zależy, może też rozejrzeć się za chińskimi produktami mniej znanych marek lub używanymi egzemplarzami droższych konstrukcji.

Reasumując, Huawei Ascend Y530 nie jest złym smartfonem. Producent poszedł na pewne ustępstwa aby obniżyć cenę końcową, tworząc model dla ludzi dopiero zaczynających swoją przygodę z urządzeniami mobilnymi. W takiej roli nawet się sprawdzi, choć należy mieć na uwadze niską wydajność i jakość spasowania elementów obudowy. Wszystkim bardziej ambitnym (np. chętnym na sprowadzenie wspomnianych modeli Lenovo lub Motoroli) Y530 muszę odradzić, bo za te same lub niewiele więkze pieniądze dostaną lepszego smartfona.