Home > Recenzje > Garmin vívofit, czyli czas na bycie fit / Tomek Woźniak

Garmin vívofit, czyli czas na bycie fit / Tomek Woźniak

Garmin vívofit

Autorem tekstu jest Tomasz Woźniak

Gdy pierwszy raz usłyszałem o idei technologii ubieralnych, pomyślałem sobie, że oto science-fiction staje się naszą rzeczywistością, a do kolonizacji Marsa pozostało raptem kilka tygodni. Kolejne premiery różnych smartwatchy pokazały jednak, że będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość, bo obecne rozwiązania nie są jeszcze doskonałe. Na szczęście prace ciągle trwają, a jedną z odmian tychże technologii są opaski fitnessowe. Na przykładzie świeżo wprowadzanej do Polski opaski Garmin vívofit zobaczmy, czy mają one szansę powalczyć o nasze pieniądze.

Cel na dziś

W skrócie, cała idea vívofit polega na nieustannym monitorowaniu naszej aktywności fizycznej, wyznaczaniu kolejnych granic kroków do pokonania i sprawdzania głębokości naszego snu. Słowo klucz to „nieustannym”, bowiem opaska działa bez przerwy i nie wymaga do tego żadnego połączenia z innym urządzeniem, a ponadto – według producenta – jest w stanie wytrzymać na baterii ponad rok. Gwoli ścisłości – vívofit trzeba na początku skonfigurować i połączyć z własnym kontem na platformie GarminConnect, gdzie konieczne będzie podanie takich informacji jak wiek, płeć, wzrost i waga. Dlaczego? Ano dlatego, że na podstawie ilości kroków opaska wylicza nam przybliżoną ilość przebytych kilometrów i spalonych kalorii, ale ten temat rozwinę w dalszej części recenzji.

garmin_vivofit1-1024x768

Wracając do monitorowania, opaska posiada kilka, z braku innego słowa, trybów działania, takich jak standardowy, tryb synchronizacji, parowania i snu. W standardowym możemy przełączać się między wszystkimi informacjami w stylu przebytych kroków, tryb parowania służy do jednorazowego połączenia opaski z telefonem bądź komputerem, z którymi później przesyłać będzie dane za pomocą Bluetooth i trybu synchronizacji, zaś tryb snu służy do… zgadliście, do monitorowania snu. Ważne jest, że do obsługi tego wszystkiego wykorzystujemy tylko jeden przycisk.

Jak to jest zrobione?

Całość wykonana jest z dwóch elementów – gumowej opaski oraz elektronicznego rdzenia, który do tej opaski wciskamy tak, że nawet kropla wody się nie przeciśnie, więc śmiało możemy z nią również pływać. Ba, vívofit powinien wytrzymać do głębokości 50 metrów, ale z troski o własne życie nie testowałem tego osobiście. Do każdego zestawu dołączane są dwie różne rozmiarami gumowe opaski, a także tzw. USB ANT Stick, czyli po prostu odbiornik łączący vívofit z zainstalowanym na komputerze specjalnym programem. Pomimo prób, oficjalny instalator nie chciał zgodzić się na współpracę, więc nie jestem w stanie potwierdzić działania w takiej konfiguracji, ale jest ona przeznaczona głównie dla osób, które nie mają możliwości synchronizowania opaski z telefonem. Wszystkie nasze aktywności jesteśmy bowiem w stanie przeglądać na stronie GarminConnect, a chociaż aplikacja na Androidzie teoretycznie obsługuje to samo, to jednak jest mniej wygodna. Dodam jeszcze, że oficjalnie jest kilka kolorów opasek, a za drobną dopłatą możemy kupić zestaw powiększony o czujnik tętna.

garmin_vivofit2-1024x768

Jest jeszcze jedna, ważna kwestia – wygląd. Na dobrą sprawę nie mam tu nic do zarzucenia, bo opaska wygląda po prostu jak… opaska. Ekranik jest prostą konstrukcją chronioną jakimś plastikopodobnym tworzywem, pod którym znajduje się wyświetlacz rodem ze zwykłych zegarków. Z czytelnością w pełnym słońcu nie ma żadnego problemu, natomiast dla niektórych minusem może być brak podświetlenia – nie zobaczymy w nocy, ile kalorii spaliliśmy podczas spania. Trzeba jednak przyznać, że całość trzyma się solidnie. Do głowy przychodzi mi jeszcze jedno, bardzo ważne pytanie – co z ludźmi, którzy noszą zwykły zegarek? Szczerze mówiąc czułem się trochę głupio, gdy na obydwóch nadgarstkach wisiał mi ekran z godziną, ale czego się nie robi dla dobra ludzkości.

Platforma Garmin Connect
Platforma Garmin Connect

Codzienne użytkowanie

Trzeba przyznać, że tylko pierwszy dzień wywoływał uczucie w stylu „po co noszę to gumowe coś na ręce”, bo po przebudzeniu było całkiem znośnie. Podejrzewam, że wraz z upływem czasu nie będziemy zauważać, że coś bez przerwy liczy nasze kroki, bo człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. Niepokojący był dla mnie tylko fakt, że po biegu wskazania z Endomondo pokazały aż kilometr mniej niż opaska, a w tym przypadku bardziej skłonny jestem uwierzyć temu pierwszemu, bo do pomiaru odległości korzysta on z map i GPSu. Nie był to jednorazowy przypadek, a więc, Garminie, wysyłam w waszym kierunku wyraźny sygnał – algorytmy wymagają jeszcze dopracowania. Ciekawostką było także przebycie prawie pół kilometra podczas kąpieli w wannie, ale domyślam się, że ciężko jest nauczyć opaskę patrzenia, w jakiej sytuacji zostaje wykonany ten konkretny ruch ręką. W każdym razie – starają się.

garmin_vivofit3-1024x768

Jeszcze słówko o GarminConnect i kończymy te zachwyty, bo jest to po prostu kolejna społecznościówka w stylu Endomondo, gdzie możemy rywalizować ze znajomymi w ilości przebytych kroków i spalonych kalorii, a także zdobywać różne odznaki. Wydaje mi się jednak, że o ile samą opaskę mogę jeszcze przełknąć, to jednak nie jestem aż taki fit, żeby z trwogą patrzeć na wykresy i załamywać się, że wczoraj zrobiłem o trzysta kroków mniej. Ogólnie w temacie technologii ubieralnych jestem dość sceptyczny, bo – powiedzmy sobie szczerze – to fajne bajery, ale zbędne, przynajmniej dla przeciętnego użytkownika. O ile smartfony jeszcze mogą się przydać każdemu, to jednak opaska licząca kroki nie znajdzie zastosowania nawet w przypadku wielu aktywnych fizycznie osób. Mi wystarcza Endomondo.

Miło nam się rozmawiało przez te dwa tygodnie, ale żegnamy się bez żalu z mojej strony. Na szczęście opaska nie posiada żadnej kamerki i nie piszczy, gdy tylko próbujemy sięgnąć po hamburgera, bo inaczej zdecydowanie nie zostalibyśmy przyjaciółmi. Czy polecam vívofit? Tylko prawdziwym maniakom. Najtańszy zestaw kosztuje 120 Euro, a więc jest to już poważniejszy wydatek. Wydatek, który dla zdecydowanej większości  na razie, podkreślam, na razie nie ma zbyt wielkiego sensu. Zobaczymy, co będzie w przyszłości.