Home > Mobilne > Felietony > Bitwa blogerów: Galaxy S6 i S6 Edge – hit czy kit?

Bitwa blogerów: Galaxy S6 i S6 Edge – hit czy kit?

Tekst bierze udział w „bitwie blogerów”.

Pozostałe teksty:

Szklany Samuraj
Shem
Surething

 

Samsung jest największym i najpopularniejszym producentem telefonów z Androidem – to zdanie nie jest tezą, to fakt.

Przez ostatnie kilka lat to właśnie produkty tej koreańskiej firmy ogłaszano “najlepszymi Androidami na rynku”, czy “zabójcami iPhone”. To Samsung ze swoimi eskami bije wszelkie rekordy sprzedażowe na naszym androidowym podwórku.

Nie dziwne więc, że każda premiera ich kolejnego flagowca jest jednym z najważniejszych wydarzeń każdego roku. Nie inaczej jest i teraz, różnią się tylko dwie rzeczy: nowa S6 jest na swój sposób rewolucyjna oraz nie jest już sama – teraz do pobijania rekordów sprzedażowych przyłoży się także S6 Edge.

Zaczniemy jednak od tej domniemanej rewolucyjności, jaką przynosi ze sobą nowa generacja esek.

Samsung przez ostatnie lata słynął z tego, że zdecydowanie unikał używania do tworzenia swoich telefonów materiałów innych niż plastik, guma i jeszcze raz plastik (no i szkło na przedni panel). Przez pierwsze dwa, może nawet trzy lata taki zabieg uchodził koreańskiemu producentowi na sucho.

Wszystko zmieniło się jednak w ciągu ostatnich trzech lat, kiedy to rynek telefonów wyszedł z tech-zabawek i dorósł do eleganckich i solidnie wykonanych urządzeń, których nie będzie się wstydził trzymać człowiek poważny (z tego miejsca pozdrawiam Tomasza, choć i tak wiem, że tego nie przeczytasz).

Niestety Samsung “trochę” zaspał i w nową “elegancką” erę wkroczył z ogromnym opóźnieniem. Pierwszym ich flagowcem z metalowymi wstawkami był Galaxy Note 4. Ten jednak za sprawą swoich ogromnych rozmiarów nie był w stanie urzec każdego, szczególnie, że na jego tylnej klapce nadal znajdowało się skóropodobne tworzywo sztuczne.

Całkowite “wyszlachetnienie” marki Galaxy spotkało nas dopiero właśnie w Galaxy S6. Szklana tylna klapka i metalowe krawędzie pozwalają nam zapomnieć o zabawkowo wyglądających (i równie słabo wykonanych) starszych flagowcach.

Flagowa seria Galaxy S za sprawą S6 w końcu dorosła, jakby tego nie ująć, dla Samsunga jest to zdecydowanie zmiana rewolucyjna. Po bardzo krótkiej zabawie z obydwoma flagowcami koreańskiej firmy po raz pierwszy nie miałem wrażenia, że bawię się budżetowcem, a naprawdę porządnym urządzeniem.

S6

Nie inaczej jest także pod względem TouchWiza – ta nakładka słynęła z trzech rzeczy – wyglądu, działania i funkcjonalności, z czego dwa pierwsze atuty nie były do końca pozytywne, wiele osób uważało TouchWiza za mulącego brzydala przepełnionego niepotrzebnymi ficzerami.

Teraz podobno się to zmieniło. Samsung twierdzi, że cała nakładka została drastycznie odchudzona, a wiele jej elementów przepisano od nowa, aby całość działała jak najlepiej.

I wiecie co? Po dosłownie 5 minutach zabawy byłem szczerze zdziwiony – dobrze działający Samsung? Niemożliwe… A jednak tak. Teraz niech tylko designerzy zrobią coś z wyglądem, a już wiem, w jaką nakładkę wyposażony będzie mój kolejny telefon.

Wielkim rozczarowaniem okazał się dla mnie jednak S6 Edge. Już podczas jego oficjalnej prezentacji miałem wrażenie, że ten “zakręcony” ekran wraz ze swoimi funkcjami został wepchany trochę na siłę, a trochę po to, żeby pokazać “my umiemy, a wy nie”.

Moje zdanie na jego temat nie zmieniło się również po kilku minutach zabawy. Sięganie kciukiem po listę ulubionych kontaktów jest niewygodne (może dlatego, że jestem leworęczny, choć kto wie, starałem się trzymać go normalnie), podświetlanie ekranu na kolor osoby dzwoniącej chyba niepotrzebne (nie potrafię znaleźć zastosowania dla tego), a odchudzenie bocznej ramki (po to, aby zmieścić na niej zagięcie) powoduje, że przyciski na niej są jeszcze bardziej niewygodne niż ta nieszczęsna lista kontaktów.

Jedynym fajnym “ficzerem” S6 Edge są natomiast efekty wizualne. Edge wygląda o wiele lepiej niż swój zwykły odpowiednik, a wszystkie treści wchodzące na ekran z boku są po prostu śliczne. Pytanie tylko, czy naprawdę warto płacić za to kilkaset złotych więcej?

Nawiążmy jednak do pytania z nagłówka: S6/Edge – hit czy kit? Moim zdaniem Samsung ma wielką szansę na ponowne podbicie rynku. Jeśli najnowsze generacja esek nie napotka na swojej drodze jakichś dziwacznych problemów, będzie miała szansę zyskać miano kultowej, tak jak stary już Galaxy S2, czy po prostu S.

 Maciek Leszczuk