Home > Felietony > Fanatyzm wśród graczy

Fanatyzm wśród graczy

Na początek trochę z historii, postaram się bez przynudzania.

W jedenastym wieku żył sobie gość o ksywie Urban II – był on papieżem, a także ogromnym fanatykiem religijnym. Gdyby żył współcześnie, nałogowo słuchałby pewnej słynnej katolickiej rozgłośni radiowej, codziennie chodziłby do kościoła i robił wiele innych rzeczy, którymi zajmują się obecnie rzesze babć odzianych w moherowe berety, które jakby dostały w swoje ręce kogoś niewierzącego, to by go zasmyrały na śmierć kupionym właśnie selerem wystającym z torbo-plecaka lub po prostu obiłyby mu ryj w mniej subtelny sposób.

Niestety, papież Urban był dużo gorszy od starszych kobiet głosujących na wiadomą partię, a to z tego prostego względu, że nie tylko nie cierpiał osób nieuczęszczających do kościoła co niedzielę, ale także wszystkich wyznawców innych religii. Do tego stopnia, że w 1095 roku wydał nakaz, by wszelakich innowierców po prostu się pozbyć i podbić zajmowane przez nich ziemie – głównie na Bliskim Wschodzie. Od tamtego czasu odbyło się siedem krucjat, które może nie przyniosły takiego rezultatu, jaki chciał Urban, ale znacząco skurczyły liczbę ludności w kilku krajach.

Ten nieco przydługi wstęp może być trochę dziwny, zważywszy na to, że na łamach tego portalu mam się wypowiadać o grach komputerowych. Zaraz jednak udowodnię, że obie rzeczy mają zaskakująco dużo wspólnego.

Być może domyślacie się, że chciałbym napisać trochę o tak zwanych fanbojach – ale nie o osobach, które po prostu trzymają się tego, że ich konsola lub seria gier jest lepsza od tej przeciwnej i tyle. Mam na myśli bardziej fanatyków, którzy nie wahają się w niezbyt subtelny sposób wpoić osobom należącym do przeciwnego obozu, że ich produkt jest gorszy.

Oczywiście jestem w stanie zrozumieć to, że dla kogoś – użyję najpopularniejszego przykładu – konsole Sony są lepsze od Xboksów. To naturalne, bo każdy ma inny gust i pomimo tego, że sam wolę platformy Microsoftu, akceptuję uwielbienie innych do, obiektywnie rzecz biorąc, równie dobrych Grajstacji.

Gorzej jest, jak zdarza mi się natknąć, najczęściej w internecie, na fanatyka Sony. Ów gość nie ma oporów przed wytknięciem mi, że jestem idiotą, bo gram na Xboksie (oczywiście „idiota” to jedno z najłagodniejszych określeń). Próbuję takiemu wytłumaczyć, że w jego konsoli nie podoba mi się nieprzejrzyste menu, wielkość kontrolerów i parę innych rzeczy, które zadecydowały o tym, że swojego plejaka sprzedałem i zostałem przy starej, dobrej trzysta sześćdziesiątce – oczywiście typek nie przyjmuje do wiadomości, że po prostu mamy odmienne upodobania. Dla niego jego konsola jest sto tysięcy razy lepsza, bo tak. Nawet nie potrafi tego odpowiednio uargumentować – Xbox to kupa i tyle.

Zjawisko to jest spotykane bardzo, bardzo często. Fani Call of Duty spierają się z miłośnikami Battlefielda, gracze PES-a obrażają posiadaczy Fify. Według mnie zakrawa to o fanatyzm i raczej nie jest zdrowym zachowaniem. Ba, bardziej prostackiego dążenia do przedstawienia swoich racji nie widziałem chyba nigdzie indziej. Smutne.


Autor tekstu

Kuba Łaszkiewicz – wielki fan muzyki alternatywnej (Lao Che, Pablopavo) oraz rockowej (Pink Floyd, Led Zeppelin). Zapalony czytelnik, kolekcjoner gier, książek i płyt. Zagra we wszystko, co nie jest skomplikowaną strategią albo grą ruchową.