Home > PC i laptopy > Felietony > Sztuczna inteligencja – jak to działa? / Tomek Woźniak

Sztuczna inteligencja – jak to działa? / Tomek Woźniak

Sztuczna inteligencja

Autorem tekstu jest Tomasz Woźniak

W najróżniejszych dziełach dotyczących przyszłości, czy to grach, filmach, czy książkach, często przewija się motyw sztucznej inteligencji. W zamyśle ma to być program, który jest w stanie samodzielnie się uczyć i myśleć niczym człowiek. Wielu naukowców próbowało przewidzieć możliwe scenariusze związane z utworzeniem takiej formy istnienia, a także korzyści i zagrożenia z niej wynikające. I chociaż nadal pozostajemy w sferze teorii, jest nad czym myśleć.

Zacznijmy od początku. Obecnie programem nazywamy ileś tam linijek kodu, które wykonują zaprogramowane przez nas zadania i które nie mają możliwości samoczynnej zmiany swojego przeznaczenia. Istnieją co prawda wirusy potrafiące samodzielnie modyfikować swój kod źródłowy i, z braku innego słowa, dopasowywać się do sytuacji, ale nadal są to działania zawczasu przemyślane i zaprogramowane przez twórcę. Sztuczna inteligencja polega zaś na tym, że twórca takiego bytu nie nadaje mu konkretnych cech. Nie wyznacza zadań, nie określa nazwy ani wiadomości powitalnej, co z automatu stawia to zagadnienie z dala od naszych możliwości. Chwilowo.

Zagrożenia

Sztuczna inteligencja, jeśliby powstała, pod względem wiedzy znacznie przewyższałaby człowieka. Coś, co czerpie moc obliczeniową z superkomputera i ma dostęp dostęp do ogromnej bazy danych, mogłoby analizować informacje z niesamowitą prędkością. To wszystko pozostaje nadal w sferze spekulacji, ale niechby takie SI dobrało się do kursu programowania i nawiązało połączenie z jakimkolwiek, ważnym dla nas budynkiem. Przykładowo taka elektrownia atomowa mogłaby w ciągu kilku chwil zostać przeciążona, w wyniku czego ucierpieliby oczywiście ludzie. Wystarczy, że SI ubzdurałaby sobie, że nasz gatunek jest zagrożeniem, a mając dostęp do całej wiedzy, bardzo szybko mogłaby to zagrożenie wyeliminować.

Scenariusze związane ze sztuczną inteligencją wynikają głównie z niemożności dokładnego poznania tego zagadnienia. Oczywiście, naukowcy zakładają także korzystny dla nas rozwój wydarzeń, w którym nasz elektroniczny przyjaciel, podkreślam – mając dostęp do ogromnej wiedzy – zajmuje się rozwiązywaniem problemów ludzkości. Analizuje tysiące, jeśli nie miliony kombinacji na sekundę, przeprowadza symulacje, by po kilku dniach dać nam gotowe lekarstwo na raka. Nie możemy wykluczyć, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce. Podobnie jak w przypadku zagrożeń, w wymyślaniu scenariuszy ogranicza nas teraz tylko nasza wyobraźnia, bo SI mogłaby pomóc dosłownie w każdej dziedzinie życia.

Narodziny

Prace nad utworzeniem sztucznej inteligencji są prowadzone co najmniej od kilkudziesięciu lat, a chociaż dały odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań, nadal nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Główny problem leży w naszym postrzeganiu inteligencji i procesów zachodzących w naszym mózgu. Uczymy się, jesteśmy w stanie analizować fakty i wyciągać wnioski, które po zmieszaniu z różnymi czynnikami środowiska, mogą nam dać różne efekty. Tymczasem dla maszyny dwa plus dwa zawsze równa się cztery.

dna

W jednym z programów badawczych naukowcy starali się zaprogramować maszynie logiczne myślenie i zdolność oceny sytuacji na podstawie pewnych wzorców występujących w naszych mózgach. Są to bowiem rzeczy powtarzające się, a więc trafiające w koncept matematycznego mózgu SI. Niestety, o ile jesteśmy w stanie „nauczyć” kawałek krzemu zasad i taktyk obowiązujących w szachach, tak nie jesteśmy w stanie dać mu tego, co nam dała ewolucja. Ot, choćby rozpoznawanie przedmiotów czy zwierząt. Przez skanowanie wielu setek ludzkich twarzy, programiści byli w stanie napisać algorytmy służące ich rozpoznawaniu, co w tej chwili wykorzystujemy w aparatach. Z drugiej jednak strony wojskowi, korzystając z technologii rozpoznawania swój-obcy, muszą jej pomóc choćby przez umieszczenie w swoim mundurze małego nadajnika. Program nie jest w stanie nawet za pomocą wielu czujników samoczynnie ocenić, czy istota stojąca przed obiektywem jest przyjacielem czy wrogiem, tak samo jak – nawet mając do dyspozycji wiele zdjęć  i pomiarów – nie jest w stanie bezbłędnie i szybko różróżnić gatunków psów. Przede wszystkim ograniczają ją algorytmy napisane przez ludzi. Tymczasem sztuczna inteligencja byłaby w stanie samoistnie utworzyć sobie te algorytmy, by jak najlepiej wywiązać się z postawionego jej zadania. O ile oczywiście nie zbuntowałaby się w pierwszej chwili po narodzinach.

Błogosławieństwo, czy klątwa?

Istnieje jeszcze koncepcja utworzenia sztucznej inteligencji, ale ograniczonej wirtualnymi murami. To znaczy, że mogłaby ona pracować w Pentagonie, mieć dostęp do wewnętrznej sieci i wewnętrznych danych, ale nigdzie więcej. I na dobrą sprawę miałoby to same pozytywne następstwa, ale znów nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie dałaby ona rady w jakiś sposób dowiedzieć się, jak te mury obejść, bo wtedy wróciliśmy do początkowych teorii i SI na wolności.

Jest jeszcze jedna rzecz. W grach komputerowych naszego wirtualnego przeciwnika często określamy mianem sztucznej inteligencji i jest to zwykły błąd językowy, niemający za wiele wspólnego z rzeczywistością. Coś, co jest zaprogramowane i nie jest w stanie samo tego programu zmienić, nie ma prawa mieć w nazwie „inteligencja”. Temat jest niezwykle fascynujący i pasuje do naszej futurystycznej rzeczywistości, w której kiedyś – być może – sztuczna inteligencja będzie odgrywać dużą rolę. Pozostaje mieć nadzieję, że nawet jeśli powstanie, nie będzie chciała zniszczyć swoich twórców, a wręcz przeciwnie – pomoże w życiu i rozwoju.

Zobaczymy.