Home > Mobilne > Felietony > Dlaczego uważam, że chińskie smartfony podbijają świat

Dlaczego uważam, że chińskie smartfony podbijają świat

Nie da się zaprzeczyć, że rynek smartfonów z Państwa Środka bardzo prężnie się rozwija. Dla przykładu – Huawei jest obecnie drugim największym sprzedawcą tego typu urządzeń w Polsce; nie inaczej jest też w innych państwach europejskich. Chiński gigant obecnie ustępuje na Starym Kontynencie jedynie Samsungowi.

flaga

To nie jedyny sukces Azji Wschodniej w tej dziedzinie. Według danych International Data Corporation (IDC) trzy główne chińskie firmy – Huawei, OPPO i vivo – w tym roku odpowiedzialne są za 20% światowej sprzedaży smartfonów. O ile liczba ta sama w sobie nie wydaje się być rewelacyjna, to naprawdę imponujący jest fakt, że wzrost udziałów chińskich producentów w porównaniu z rokiem 2015 to średnio aż 111,8%. Co stoi za takim stanem rzeczy?

Cena

Oczywiście pierwsze, co przychodzi do głowy, to najprostszy argument – cena. Chińskie smartfony regularnie oferują specyfikację podobną do urządzeń tradycyjnie dużych firm w o wiele niższych cenach. Głównym powodem jest skala produkcji. Ogromne chińskie fabryki produkują tysiące urządzeń dziennie, a każdy, kto zna chociażby podstawy ekonomii, wie, że to skutkuje spadkiem ceny jednostkowej.

Swoje robi także nastawienie producentów – często chińskie przedsiębiorstwa w początkowej fazie sprzedaży wyceniają swój sprzęt blisko kosztów produkcji, zaczynając poważne zarabianie dopiero wtedy, gdy wspomniane koszty spadną. Oczywiście warto zauważyć też, że Chińczyków jest po prostu dużo, a także wielu obywateli pracuje rzekomo za przysłowiową „miskę ryżu”.

Większość chińskich dystrybutorów, tak jak np. Newfrog czy sprzedawcy na AliExpress, oferuje darmową wysyłkę, co jeszcze bardziej przyczynia się do siły argumenty ceny. Zazwyczaj, o ile kupujemy z rzetelnego źródła, nie ma również problemów z reklamacją i zwrotem.

chinafon

„Made in China” już nie takie straszne?

Niski koszt produkcji jednak zawsze wiązał się z adekwatnym do niego poziomem wykonania. Kontrola jakości przez długi czas była w Chinach niestosowanym konceptem, nie wspominając już o zasadach bezpieczeństwa. Przez ostatnie lata zaczęło się to zmieniać i da się zauważyć sporą różnicę w wykonaniu np. Meizu M8, a Meizu MX4. Obecnie chińskie smartfony mogą spokojnie konkurować w tym aspekcie z Samsungiem, Apple czy Sony.

Poza tym – przecież i tak wszystko jest „made in China”, prawda? Wielu klasycznie wielkich sprzedawców deleguje produkcję podzespołów właśnie do tego państwa. A co do podzespołów – chińskie smartfony wiele zyskują na korzystaniu z nieco innych rozwiązań niż Samsung lub Sony. Mediatek zamiast Qualcommu, JDI czy Sharp zamiast AMOLED-ów. Często spotykane jest też działanie w drugą stronę: Chińczycy montują w swoich smartfonach moduły aparatów dostarczane od Sony i Samsunga, dzięki czemu nie odbiegają jakością tego elementu od konkurencji.

market szer

Chińskie innowacje

Przez wiele lat Chiny głównie kopiowały inne narody – pewnie wszyscy jesteśmy zaznajomieni z widokiem masy chińskich podróbek na przeróżnych straganach, na Allegro, czasem nawet w jako tako poważnych sklepach. Jednak współcześnie często Chińczycy przodują w nowinkach technologicznych, być może tylko kwestią czasu jest widok Zachodu kopiującego Daleki Wschód. Na przykład popularna ostatnio w nowych urządzeniach obecność czytnika linii papilarnych już od kilkunastu miesięcy jest powszechnie dostępna w sprzęcie z Państwa Środka.

Godne pochwały jest również szybkie aktualizowanie Androida. Każdy lubi być wyposażonym w najnowsze oprogramowanie, a update’y szybko trafiają do Chin. Często nawet szybciej niż do dużych producentów jak Sony, Samsung lub HTC.

Zakończenie

Jak widać wciąż główną zaletą chińskich smartfonów jest cena. Jednak mógłbym z głowy wymienić co najmniej kilkanaście wschodnioazjatyckich produktów, które powalają również specyfikacją i jakością wykonania. Na dobre zadomowiły się już na światowym rynku – a to oznacza, że reszta producentów ma dwa wyjścia, by zyskać przewagę: albo wprowadzać rewelacyjne nowe rozwiązania, albo sporo zejść z ceny. Obydwa są dla mnie, jako konsumenta, bardzo miłymi efektami.

Autor tekstu:

Tomasz Hotloś fan szybkiego wolnego oprogramowania, niedoszły doktor matematyki, przyszły doktor informatyki. W wolnych chwilach zawzięty gracz komputerowy, delikatnie uzależniony od serii Football Manager.