Home > Recenzje > „Daj, teraz ja” – czyli zjawisko którego nie rozumiem / Michał Straszak

„Daj, teraz ja” – czyli zjawisko którego nie rozumiem / Michał Straszak

Starsi z Was pewnie pamiętają konkursy polegające na znajdowaniu w chipsach zdrapek. Mając nie więcej jak pięć lat, zbierałem raczej pokemony i inne tazosy, jednak pewnego dnia, mama kupiła (chyba Lay’sy) własnie ze zdrapką w środku. Jako, że młodych ludzi w moim wieku bawiło wtedy wiele małych czynności jak na przykład naciskanie guzika od windy, dano mi zdrapać wyciągnięty z paczki kartonik. Jakież było zdziwienie moich rodziców, kiedy okazało się, że wygrałem komputer 😀 Nie pamiętam go dobrze, wiem, ze miał zainstalowany Windows 98, mam w pamięci Pana Spinacza i Neverhooda. Mój brat był wtedy za mały, abym mógł go wtajemniczyć w arkana władania myszką i klawiaturą (początki były trudne), więc kto inny stał się towarzyszem moich podróży do królestwa Microsoftu. W owym czasie miałem pewnego kolegę, którego roboczo nazwiemy Eustachym. Często przychodził do mnie albo ja do niego, kiedy pogoda nie dopisywała i nie było za bardzo co robić. Graliśmy wtedy albo u mnie na pececie, albo u niego na pegasusie. TMNT, Super Mario, Król Lew (zapomniałem oryginalnego tytułu), Alladyn, Prince of Persia, Kangurek Kao, Rayman 1 i 2 – to tylko niektóre z tytułów, jakie ogrywaliśmy.

lionk

Ale przejdźmy powoli do rzeczy. Jeden aspekt wspólnego spędzania czasu przed monitorem, czy telewizorem zawsze był nieco kłopotliwy. Granie w przypadku, gdy dana produkcja nie posiadała trybu multiplayer. Polegało to na tym, że jeden z nas przechodził jakiś poziom, a drugi podziwiał, doradzał, albo złościł się na nieporadność trzymającego kontroler i niejednokrotnie dało się usłyszeć nieśmiertelne: „Daj, ja spróbuję”. Grało się też na skuchy. Na pewno wielu z Was miało tak samo, jeśli nie wszyscy, dlatego nikt mi nie powie, że czarne jest czarne, a białe jest białe lubił takie sytuacje. Jedynie połowiczne uczestniczenie w rozgrywce, nie było i nie jest dla nikogo niczym fajnym, mimo, że można było czerpać z tego jakaś dziwną przyjemność (czyt: dało się znieść). Tak przynajmniej myślałem.

Do czasu aż popularny stał się streaming. Wtedy zrozumiałem, ze nic nie wiem. Że mój prosty chłopski rozum czegoś nie ogarnia. Komu może się podobać oglądanie jak ktoś gra? Serio. Nie rozumiem tego. No bo pomyślmy przez chwilę. Od czasów mojego dzieciństwa nastąpił spory postęp technologiczny, teraz nie trzeba już siedzieć przy jednej maszynie, czekać na swoja kolej, większość osób ma w domu komputer, często też konsolę. Może grać w co chce i kiedy chce, jedyną poważna granica są tu pieniądze, ale teraz wiele dobrych tytułów można zdobyć za grosze. Internet stał się szeroko dostępny, co pozwoliło nam grac ze znajomymi będąc nawet tysiące kilometrów od nas. Mimo to ludzie nadal oglądają jak ktoś inny gra, tylko, że teraz tej osoby nawet nie znają. Dlaczego?

yt

Mimo, że znalazłem parę w miarę sensownych wytłumaczeń, żadne do mnie jakoś specjalnie nie trafia. Pierwsze mówi o tym, że ludzie nie mając pieniędzy na gry lub sprzęt, przynajmniej pooglądają jak ktoś inny może się cieszyć najnowszymi tytułami. Hmm, to trochę jak lizanie cukierka przez szybę, albo oglądanie transmisji z wesela. Następny argument, to zwyczajne lenistwo lub brak zdolności. Komuś nie chce się przechodzić jakiejś gry, albo nie umie bo strasznie lami? Najlepiej pooglądać jednego z Youtuberów, którzy nawiasem mówiąc, też często lamią. Najpopularniejszym jednak powodem (wg moich obserwacji), dla którego ogląda się czyjaś rozgrywkę, jest po prostu chęć posłuchania fajnych komentarzy, czyiś opinii o grze. Ale ileż można? Tak jakby jedna recenzja nie wystarczyła.

Nie mówię, sam oglądam „growych” Youtuberów, ale raczej konkretne programy typu recenzje, serie humorystyczne (np. crapy) itp. Let’s Play’i nie rozumiem i nie będę rozumiał, bo dla mnie to trochę głupie. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie, szanuję. Proszę bardzo. Czuje jednak, ze historia zatoczyła koło i ludzie nadal będą tymi „graczami zza pleców”, tylko przy użyciu lepszej technologii. I to z własnej nie przymuszonej woli, dla przyjemności(?). A Wy jakie macie zdanie na ten temat? Komentujcie. Hejtujcie.