Home > PC i laptopy > Felietony > Dlaczego „czyste” edytory tekstu?

Dlaczego „czyste” edytory tekstu?

Autor tekstu: Szymon Piotrowski

Większość z nas nie przykłada zbytniej wagi do swojego edytora tekstu. „Jakikolwiek, byleby działał”, słyszę z reguły. Do prostych, niewymagających zastosowań – jak najbardziej. Jednak jeśli zamierzasz pisać na bloga, opowiadania, książkę czy cokolwiek innego – Word nie wystarcza. Wiem z doświadczenia.

O co w tym chodzi?

W tytule użyłem sformułowania „czyste edytory tekstu”. Co to znaczy? Mniej więcej tyle, że nie ma w nich miliona „niepotrzebnych” opcji. Tak, wiem, to paradoks – w końcu jak się pisze profesjonalnie, to chyba im więcej opcji edycji, tym lepiej. Sęk w tym, że nie. Najlepiej się pisze, nie mając skomplikowanych opcji edycji, czyli w programie, w którym jesteś tylko Ty, klawiatura i tekst, który powstanie z jej pomocą. Od sierpnia piszę książkę. Jest to już trzecia powieść, którą zacząłem, jednak pisanie tej idzie mi zdecydowanie lepiej niż poprzednich dwóch. Nie będę ukrywał – duża w tym zasługa narzędzia pracy. Do tej pory pisałem w Wordzie na komputerze stacjonarnym, od lipca jednak jestem posiadaczem MacBooka Air 13”, dlatego też, gdy wpadłem na, w mojej opinii, dość dobry pomysł na fabułę, powiedziałem sobie – tym razem postaram się zrobić to bardziej profesjonalnie. Wcześniej napisałem od początku do końca opowiadanie w Wordzie i, szczerze powiem, miałem dosyć po tych dziesięciu stronach, bo tamten program odrzuca wszystkimi swymi opcjami. Książki zaś mam w tej chwili 73 strony i pisanie każdej kolejnej sprawia mi przyjemność. I tak, uważam, że duży w tym udział ma program, w którym piszę.

Zatem w czym pisać?

To zależy. Ja ze swojej strony mogę polecić program dla pisarzy, trochę mniej siedzę w tym temacie jeśli chodzi o blogerów, ale i tu mam swoje sugestie. Zacznijmy jednak od najważniejszego – platformy. Tu niestety widać ogromną przewagę systemu Mac OS X nad Windowsem. Powód jest prosty – na Windowsa praktycznie nie ma czystych edytorów tekstu. Tutaj wszyscy ludzie nielubiący Apple zaczną krzyczeć „po co w zasadzie ten czysty edytor? Przecież w Wordzie też można pisać”. Można. Ale to nie ma sensu. Jeśli chodzi o pisarzy, zrezygnują oni po dwóch, trzech stronach. Blogerzy po kilku wpisach. Jednak jeśli szukać „na siłę”, coś na system od Microsoftu tez się znajdzie, choć wypada to nieporównywalnie słabiej od aplikacji na system od firmy z Cupertino. Faworyt wielu pisarzy, Scrivener, występuje też w wersji na Windowsa.

Edytory_1
Scrivener na Windowsie, fot.producenta

Jest to chyba najbardziej rozbudowany edytor – dla pisarzy z zawodu to najlepszy wybór, ale według mnie ma on sens tylko w tym przypadku – a wtedy z reguły i tak kupuje się MacBooka, bo tzw. „klimat” jest lepszy (nie potrafię tego wytłumaczyć, musicie spróbować sami, najbliżej temu do relacji Facebook-Twitter, czyli „po co pisać 140 znaków, na FB nie ma limitu”, ale jednak piszesz te 140 znaków). Ale jak ktoś jest uparty, to na Windowsie można. Dlaczego więc mówię, że dla niezawodowych pisarzy Scrivener nie ma sensu? Bo według mnie jest zbyt rozbudowany. Za dużo w nim opcji jak dla mnie, nie piszę aż tak rozbudowanych, wielowątkowych książek i myślę, że większość podobnych mi pisarzy-amatorów również. Miałem okazję go testować, nie przypadł mi do gustu i wiem, że go nie kupię. Słyszę o nim jednak dużo opinii, więc może kiedyś dostanie ode mnie następną szansę. Co więc jeszcze na system Microsoftu? W zasadzie nic, choć jak się uprzeć, to można książkę pisać nawet w – uwaga – Evernote (tak zrobił m.in. popularny bloger Kominek, którego tekst o edytorach również mi pomógł w wyborze takowego).
Jeśli jednak jesteś już posiadaczem Maka, lub wiesz, że nim będziesz i chcesz pisać – jesteś w raju. Przeżyłem to na własnej skórze – postanowiłem pisać książkę mniej niż miesiąc po kupnie MacBooka i gdy zacząłem się interesować odpowiednimi narzędziami, poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Na system od Apple czystych edytorów jest naprawdę dużo, ja chcę Wam przedstawić dwa. Pierwszy, według mnie najlepszy wybór dla pisarzy amatorów i moja miłość zarazem to Ulysses III, czyli program, w którym piszę swoją książkę.

Edytory_2
Ulysses po włączeniu

Jak widzicie na powyższym screenshot’cie, program ma trzy sekcje. Pierwsza od lewej to spis grup – tam właśnie trzymam swoją powieść. Grupy możemy jeszcze podzielić na podgrupy, czego jednak ja z książką nie zrobiłem, bo nie zamierzam dzielić jej na części. Jeśli jednak ktoś chce – proszę bardzo. Następną sekcją są tak zwane arkusze (sheets). Je wykorzystuję jako rozdziały – dzięki temu jeśli chcę wrócić do rozdziału, dajmy na to, trzeciego, nie muszę przewijać całej powieści aż do niego – klikam po prostu w dany arkusz i jestem przy odpowiednim fragmencie. Jest to idealny sposób dzielenia tekstu. Ostatnia, największa sekcja to miejsce do pisania. Jak widzicie, nie ma w nim zbędnych opcji – jest tekst i tylko tekst. Oprócz niego możemy również stosować znaczniki (jak hash, którym możemy oznaczać na przykład tytuł rozdziału), jednak poza tym mamy tylko opcję pisania. I to mi jak najbardziej odpowiada. Ponadto edytor możemy przełączyć do opcji full screen, w którym nie ma nic, poza samym polem do pisania. Oprócz tego mamy opcję zmiany stylu na „dark” lub „light”.

Edytory_3
Ulysses w wersji full screen
Edytory_4
Ulysses w wersji full screen w stylu dark

A co dla blogerów?

Blogerom polecić mogę drugą z aplikacji na Mac OS X, którą chcę tu krótko opisać. Jest to iA Writer, którego w tej chwili na moim Maku nie mam, jednak miałem z nim do czynienia i muszę przyznać – jest świetny. Używam zamiast niego Ulyssesa, bo jest lepszy do pisania książek (zwłaszcza ze względu na wspomniane opcje dzielenia tekstu), jednak do pisania bloga wybrałbym iA (choć w Ulyssesie też dałoby radę, ale raczej na zasadzie trzymania w nim całego bloga, na przykład tak – grupa-blog, podgrupy-serie wpisów, arkusze-wpisy).

Edytory_5
iA Writer, fot.producenta
Edytory_6
iA Writer, fot.producenta

Jeśli nie wyobrażasz sobie życia poza Windowsem, to polecę Ci ponownie Evernote, a jeśli on Ci nie odpowiada, to kupno Maka i iA. I nie, nie jestem fanbojem, mówię z doświadczenia, swojego jako pisarza-amatora i znajomych jako blogerów.

Podsumowując

Jeśli chcesz pisać, polecam przetestowanie każdego z wyżej wymienionych programów i dobranie tego, który najbardziej Ci przypasuje. Jeżeli masz jakieś pytania, z chęcią na nie odpowiem (twitter.com/FoxFlowerBlue), oczywiście na tyle, na ile będę potrafił (bo wybitnym specjalistą nie jestem, piszę to z punktu widzenia zwykłego użytkownika). Jeśli jesteś zdania, że całe te „czyste edytory tekstu” to bzdura i wystarcza Ci Word – gratuluję wytrwałości, ale mimo wszystko polecam przetestowanie choć jednego z tych programów. A nuż się przekonasz. Wiadomo, liczy się pomysł, ale naprawdę, narzędzie pracy ma znaczenie, bo bez odpowiedniego łatwo się zniechęcić.

Autorem tekstu jest Szymon Piotrowski