Home > Mobilne > Co sądzimy o... > Co sądzimy o … Diamentowym iPhone 6 za 48 milionów dolarów

Co sądzimy o … Diamentowym iPhone 6 za 48 milionów dolarów

Witajcie, drodzy czytelnicy. Jak wiecie, jakiś czas temu Apple zaprezentował nową gamę urządzeń mobilnych. Wśród nich znalazła się szósta już generacja iPhone’a. Nie trzeba było długo czekać na pojawienie się jego burżuazyjnych wydań. Najdroższa okazała się być platynowa wersja z szafirem na tylnej obudowie, którą firma Falcon oferuje za, bagatela, 48 milionów dolarów. Dziś zapytaliśmy kilka osób z branży, co myślą o tym wariancie. Sprawdźcie, czy kupiliby tak przygotowanego iPhone’a.

Falcon-Platinum-Iphone-6-3 (1)

Maciek Leszczuk – BezLagów, AndroidNow

Moja wypowiedź na ten temat będzie krótka: kto bogatemu zabroni?
To w sumie mogłoby być na tyle, jestem zdania, że nie można zaglądać innym do portfeli czy rachunków. To ich pieniądze i mogą z nimi robić, co chcą. To samo dotyczy wszystkich filmów z Drop Testami, czy innymi destrukcjami telefonów (szczególnie na kanale TechRax), jeśli kogoś na to stać, sprawia mu to przyjemność, to czemu nie? Że niby może przekazać te pieniądze na biedne dzieci z Afryki? Może, ale nie chce/już to zrobił. Jego pieniądze, jego decyzja.

Piotr Górecki – Tabletowo.pl

Jakie jest moje zdanie na temat diamentowego iPhone’a?

Bardzo dobre pytanie, chociaż trudno mi udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi. Pytasz mnie jako fana nowych technologii czy pragmatyka na zimno oceniającego sytuację? Jeśli to pierwsze – odpowiedziałbym, że mamy tutaj do czynienia z przerostem formy nad treścią i ślepą gloryfikacją pewnej znanej linii produktów. Samego iPhone’a uważam za świetny telefon – być może to najlepiej wykonany smartfon świata. Aluminiowa obudowa z jednego kawałka metalu w zupełności powinna wystarczyć. Diamentowy egzemplarz miałby na celu jedynie leczenie ukrytych kompleksów bogatego właściciela.

Z drugiej strony jest też pragmatyczna odpowiedź. Jeśli istnieje choćby minimalny popyt na takie urządzenie i można na tym zarobić – powinna pojawić się i podaż. Urządzenia elektroniczne powoli przestają być tylko narzędziami, a stają się też biżuterią. Wystarczy popatrzeć na Moto 360 czy niektóre wersje nowego Apple Watch. Elektronika musi być nie tylko funkcjonalna, ale po prostu ładna. Muszę się przyznać, że sam się na to łapię i dziś nie wyobrażam sobie kupienia brzydkiego urządzenia zbudowanego z kiepsko wyglądającego plastiku. Znak czasów? Chyba tak – nawet Samsung zaczyna produkować smartfony z metalowymi elementami, coraz większą wagę przykładając właśnie do wzornictwa.

Swoją odpowiedź podsumowałbym słowami: a kto bogatemu zabroni?

Marcin Łukiańczyk – UpolujEbooka

Wiele osób szuka sposobu na to, aby wyróżnić się w tłumie. Pewną formą wyróżnienia się jest już sam zakup iPhone’a, który w wolnej sprzedaży kosztuje około 3 000 zł (w zależności od modelu). Część osób może uważać, że jest to pewnego rodzaju snobizm, wydać tyle na telefon. Natomiast te osoby wychodzą z założenia, że skoro ich na to stać, to czemu mieliby nie kupić sobie tego, co im się podoba.
Moim zdaniem podobnie możemy postrzegać zakup takiego telefonu wartego 48,5 mln $. Mnie na taki sprzęt nie stać i mógłbym oceniać zakup tego sprzętu jako „nieosiągalne marzenie”. Natomiast punkt widzenia jest zależny od punktu siedzenia (czyli głębokości naszego portfela).

Mateusz Jagiełło – BezLagów.plPCLab.pl

Wot kapitalizm – jest popyt, jest podaż. Tak długo, jak znajdą się chętni tyle zapłacić, to produkowane takie egzemplarze będą. Można żałować, że technicznie rzecz biorąc, godną pokrycia diamentem lub złotem jest inna konstrukcja, ale iPhone to symbol statusu i tyle. Oczywiście taka masa pieniędzy byłaby lepiej wydana na sprawy ważne dla świata (ekologia, edukacja, badania naukowe), ale to już trąci czystym Sci-Fi i społeczeństwami opartymi na idealnej harmonii. A prawdę mówiąc, za ciekawszy od diamentowego uważam iPhone’a z grawerem Putina z tyłu 😉

Putin-wink-copy

Jakub Gralak – Tabletowo.pl

Diamentowy iPhone za blisko 50 milionów dolarów? I kto tu mówi, że najnowsza wersja tego „smart”fona nie wnosi nic nowego? Wszak podczas gdy logo jabłuszka nie oznacza już ekskluzywności produktu, trzeba sięgnąć po coś więcej. Jednak okazuje się, że Stuart Hughes ze swoim zeszłorocznym iPhone’em 5 Black Diamond – wartym kilkanaście milionów – to za mało.

Brak możliwości przesyłania plików przez Bluetooth? Oj tam. NFC tylko do płatności zbliżeniowych? Przecież i tak nikt nie korzysta z tej technologii do niczego innego. Specyfikacja, którą alternatywne urządzenia miały już kilka lat temu? No ale to APPLE. To iOS. To jest TO. Jakiego sensownego pytania człowiek nie zada, to i tak znajdą się rzesze fanów nadgyzionego jabłka, którzy zbagatelizują problem. Tutaj przychodzi na myśl stare logo giganta z napisem „Think different.”

Ale trzeba patrzeć na pozytywy nowej obudowy – gdyby… nie, przepraszam, KIEDY nowy iPhone już uPadnie i się potłucze, przynajmniej pozostanie po nim błyskotka. Chyba że Apple umożliwi konstrukcyjnie zepsucie nawet diamentu – to by dopiero było osiągnięcie. Ale nikogo by raczej nie zdziwiło.

Prawda ostateczna jest taka – każdy może wycenić jakikolwiek produkt na nawet miliardy euro/dolarów/funtów i to jego sprawa. Nikt przecież nie każe nam tego kupować, prawda?

604px-Apple_logo_Think_Different_vectorized.svg

Jakub Szczęsny – AntyWeb

Nie bardzo jest nad czym się rozwodzić – to samo można by było zrobić z każdym innym sprzętem. Problem z iPhone jest taki, że wywołuje on sporo emocji, zatem naturalne jest to, że znalazł on zainteresowanie producentów rozwiązań naprawdę luksusowych. Skoro taki model tego telefonu jest dostępny na rynku, to znajdzie się ktoś, kto za ten rarytas zapłaci. I to nie jest nic złego – jeżeli ktoś ma taką zachciankę (i oczywiście pieniądze!), niech kupuje sobie nawet droższe urządzenia Apple. Wszystko jest dla ludzi – za odpowiednią cenę oczywiście.

Twitter

Mateusz Poszwa – SureThing

Coraz częściej słyszy się o nieszablonowych wersjach najnowszych urządzeń. Teraz Internet obiegła informacja o diamentowym iPhone’ie, w najnowszej „szóstej” wersji. O ile dla mnie jest to rzecz dziwna, to dla niektórych może być to całkiem normalne, ale do rzeczy. Po co tak właściwie komuś telefon z diamentową obudową? Niepraktyczne, ciężkie i do tego przyznajmy szczerze, nie wygląda aż tak ładnie. Design iPhone’a jest unikatowy, użyte aluminium i dobrane kolory mają w sobie to coś, a diamentowa obudowa, poza tym, że to diament, nie zachwyca aż tak bardzo. Natomiast cena czterdziestu ośmiu milionów dolarów powala. Dla zwykłego Kowalskiego jest to suma ogromna, lecz dla zamożnych ludzi może być to całkiem ciekawy nabytek. Do czego to wszystko zmierza? Kiedyś nikt by nie pomyślał o dotykowym telefonie, a tym bardziej z diamentu. Dla mnie takie rzeczy to raczej ciekawostka, jak dla większości, ale kto wie, czy za dziesięć, dwadzieścia lat nie będzie to norma? Niczego nie można się spodziewać, patrząc na obecny rynek technologiczny. Coraz nowsze urządzenia zaskakują jeszcze bardziej, nawet osoby, które powiedzieć by mogły: „Nic mnie już nie zaskoczy.”

Patryk Strąk – BezLagów.pl

Nie mogę tego określić inaczej jak „nowy wymiar swagu”. A właściwie przekroczona jego dobra granica, zależy jak na to spojrzeć. Bo jaki inny cel ma taka wersja, wypchana diamentami? No właśnie, żaden. Z jednej strony – pieniądze bogacza, to i jego sprawa, bo przecież nikt mu zabronić nie może, a z drugiej – już kiedyś mieliśmy styczność z wysadzanymi diamentami „ficzerfonami” dla przykładu pewna Nokia, która miała premierę wieki temu i nie pamiętam modelu (najprawdopodobniej N95 – przyp. red.). Jednak one jakoś wyglądały, zaś ta wersja iPhone’a według mnie ma okropny design i nie może służyć jako nawet ozdoba w domu. A ja myślałem, że złota wersja to już szczyt… cóż, Apple nie przestanie mnie zadziwiać.
nokia

Tomasz Fiedoruk – IT Tech Blog, Zenbox.pl

Popyt na dobra luksusowe zawsze będzie, a i obecnie koniunktura na to nie jest wcale zła. O ile cena wydaje się ogólnie abstrakcyjna dla większości z nas, to w targecie, do którego byłby kierowany, już niekoniecznie. Kwestia tego, ile musi się tego sprzedać, ale wystarczy sobie to policzyć dla chociaż i 100 sztuk. Czy diamentowy iPhone, czy może SGS5 z kawałku meteorytu, wszystko sprowadza się do prawa popytu i podaży. Jak ktoś jest w stanie wydać 50 mln dolarów na telefon, to będą pod niego powstawać tego typu produkty.

Rafał Kurczyński – SureThing

Apple i jej flagowe urządzenia, jakimi są smartfony, z każdym rokiem brutalnie podrzynają gardła popularności telefonów konkurencji. Dzieje się tak pomimo wykorzystania słabszych podzespołów czy też mniejszej ilości funkcji. Sposób, w jaki korporacja promuje swoje urządzenia, pokazuje, że dobre urządzenie jest niczym bez dobrej reklamy sprzętu na świecie – a Apple renomy nie brakuje.

Nie lubię dzielić ludzi na bogatych i biednych, ale na potrzeby tej wypowiedzi podzielmy ludzi na mających problemy z pieniędzmi, ludzi, którzy żyją optymalnie, ludzi zamożnych oraz ludzi, którzy nie wiedzą, ile mają gotówki i wydają ją na lewo i prawo.

To właśnie dla tych ostatnich powstał iPhone 6 pokryty diamentami. 48 milionów dolarów za flagowy telefon Apple to bardzo wysoka kwota dla zwykłego Kowalskiego, czy Smitha, dla którego marzeniem byłoby zarobić lub wygrać 1/48 tej kwoty, jednak dla prawdziwego bogacza jest to po prostu sposób na pokazanie ludziom, jak obrzydliwie bogatym jest się człowiekiem.

Nie ma produktów absurdalnych i zbędnych, ponieważ dopóki jest popyt, jest też podaż i o ile ja wolałbym wydać 47 milionów na organizacje charytatywne i za milion żyć bez obaw o problemy finansowe do końca życia, to osoby bardzo zamożne często nie czują wartości pieniądza, więc kupują beznadziejne i drogie produkty, które za rok czy dwa okażą się po prostu drogim starociem. Podsumowując, czy iPhone 6 pokryty diamentami za 48 milionów dolarów to bezsensowny produkt? Nie, ponieważ jest na niego popyt, a przecież nikt nie zabroni bogatemu marnować swojej fortuny. Bo i po co? Głupota ponoć nie boli, więc go nie zabije, a diamentowy iPhone może okazać się deską ratunkową po bankructwie firmy bogatego tatusia…

Dawid Przewoźnik – Android.com.pl

Diamentowy iPhone? Chyba ktoś próbuje tu na nas zarobić więcej niż zwykle. Takie produkty to gruba przesada, chociaż wiadomo, że nie znajdą zbyt wielu nabywców. Arabscy szejkowie? Bill Gates? No bo kogo innego stać na taki wydatek. Dla mnie to ciekawostka, bo grupa docelowa tego produktu zamyka się może w kilku tysiącach osób. Dopóki Samsung nie będzie się w to bawił, możemy być spokojni, bo diamentowe trendy to byłby koszmar .

Krzysztof Banaś – BezLagów.pl

Apple przyzwyczaił nas do bardzo wysokich cen swoich urządzeń. iPhone w dniu premiery kosztuje zazwyczaj tyle ile dwa, a nawet trzy flagowe urządzenia konkurencji. Pomimo swojej ceny i specyfikacji sprzed dwóch lat, smartfony Apple sprzedają się jak świeże bułeczki. O ile w Polsce nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek, to w Stanach Zjednoczonych samo posiadanie iPhone’a może nie być już tak prestiżowe jak posiadanie… diamentowego iPhone’a. Zapewne znajdą się na świecie osoby, które będą chciały kupić złote smartfony przygotowane przez firmę Falcon, tylko po co? Niektórzy po prostu nie mają co zrobić z pieniędzmi, oczywiście można je spożytkować w lepszy sposób, ale kto bogatemu zabroni? Ciekawe, czy jakaś firma ubezpieczeniowa podjęłaby się ochrony takiego diamentu przed kradzieżą bądź zagubieniem. Ewentualny znalazca mógłby nie być świadomy, jak cenne jest jego znalezisko. Reasumując, najlepiej zafundować sobie najlepszego smartfona pod względem specyfikacji, a pozostałe miliony oddać potrzebującym.

Jakub Piesik

Szczerze powiedziawszy, dla mnie kupno telefonu za taką kwotę jest śmieszne. Jedyne jego zastosowanie jakie widzę to leżenie na półce, dokładniej w pancernej szafce u jakiegoś kolokcjonera. Taki telefon nawet nie może posłużyć za lokata złota – sztabka to nie jest. 😉

Nie widzę żadnego powodu, abym miał kupować telefon droższy niż obecny najnowszy IPhone – chociaż w sumie nawet jego możliwości w pełni bym nie wykorzystał. A co dopiero kupować telefon, który jest pokryty złotem. Ale może w taki właśnie sposób bogaci ludzie pokazują swój status społeczny? Dopowiem, że obrzydliwie bogaci ludzie.

Kiedyś wyszły pozłacane Nokie – z serii tych biznesowych. Znałem dwie osoby, które taki telefon kupiły. Jedna go używała normalnie, ale druga… Chucham i dmucham, nie pozwolę, aby był on przesuwany po stole. W skrócie – najlepiej schować do pudełka i nie ruszać.

Powiedzenie „kto bogatemu zabroni” po raz kolejny się spełnia. Ale ta bogata osoba musi być strasznie głupia, skoro wybiera taki sposób „oszczędzania” swoich pieniędzy.

Tomasz Gwóźdź

Bez wątpienia uwazam diamentowego iPhone’a za szczyt glupoty, a nie luksusu. Oprawienie produktu Apple drogą biżuterią nie ma innego celu niz połechtanie ego nabywcy, który, kupując takiego smartfona, ma z pewnością wiele innych głupot dla bogaczy. Nie wszystkim wystarcza sam iPhone. Elektronika ma być użyteczna i piękna, ale piękno ma swoje granice, których nie należy przekraczać. Sprzęt z limitowanej serii „patrz na mnie, nie ruszaj mnie” jest skierowany do bardzo głu… tfu! wąskiej grupy docelowej – żyjącej ponad stan.

Twitter

Jakub Borczyk – Technologiczni.eu

iPhone – urządzenie, które budzi sympatię zwolenników, zupełną obojętność ludzi nieangażujących się w życie na poziomie najnowszych technologii i irytację osób, których całkowicie nie przekonuje marka Apple, a tym bardziej smartfony tejże firmy.

Nie mogę powiedzieć, żebym był całkowitym przeciwnikiem tych urządzeń, ale nie jestem także ich zwolennikiem. Głównym powodem jest stosunek ceny do parametrów, które wcale nie są lepsze od tych zastosowanych w smartfonach firmy Sony czy Samsung.

Smartfony od Apple z całą stanowczością można nazwać telefonami dla osób, co tu dużo mówić, bardzo bogatych, obrzydliwie bogatych. Przykładem tego jest stworzenie złotej wersji najnowszego iPhone’a z DIAMENTOWYM znaczkiem Apple. Rodzi się pytanie – po co komuś taki snobistyczny telefon? Telefon ma przede wszystkim dzwonić i ewentualnie wysyłać wiadomości tekstowe. Oczywiście nie neguję dodatkowych opcji typowo smartfonowych, ale telefon za 48 milionów? Śmiechu warte… Takie urządzenie kupują osoby, które prawdopodobnie będą wykorzystywały iPhone’a jako dodatkową biżuterię. Tutaj aż się prosi o zastosowanie dobrze znanego powiedzenia: ludziom się w… głowach przewraca!

Tomasz Alicki – BezLagów.pl

Kryzys nie dotknął tych najbogatszych. Wystarczy spojrzeć w kierunku miliardowych inwestycji pojedynczych osób w kluby piłkarskie. Wbrew pozorom istnieją jeszcze ludzie, którzy nie mają co robić z pieniędzmi.

Patrząc obiektywnie, Alexander Amous zaprojektował naprawdę ładną otoczkę wokół nowego iPhone’a. 24-karatowe złoto, minimalizm i dowolny grawer na spodzie… To może się podobać. Jego druga propozycja jest zbyt banalna. Oryginalność pomysłu polega na tym, że jako jeden z nielicznych ma wystarczająco dużo materiału, żeby wyłożyć nowego smartfona diamentami. Pozostałe modele to już abstrakcja i przepych, które królować będą zapewne na przyjęciach w Zjednaczonych Emiratach Arabskich. Osobiście znalazłbym kilka różnych, lepszych miejsc, gdzie można trzymać diamenty. Niekoniecznie byłby to mój telefon.

Marek Pankowski – BezLagów.pl

Diamentowy iPhone? No cóż, po butach ozdabianych kryształami Swarovskiego czy tego typu innych „tanich” akcesoriach nic już mnie nie zdziwi. To idealny przykład przerostu formy nad treścią. To po prostu telefon dla ludzi z nadmiarem pieniędzy, którzy poprzez posiadanie takiego „cacka” chcą podkreślić swoją pozycję i bogactwo. Nie dziwię się, że takie smartfony są produkowane – producenci są pewni, że nawet gdyby stworzyli model wart 100 milionów dolarów, to i tak mieliby kilka zamówień. Ja jednak nie widzę sensu wydawania tylu pieniędzy na urządzenie, które po 2-3 latach przestanie być używane. Oczywiście nikomu w portfel nie zaglądam, każdy robi ze swoją gotówką to, co mu się żywnie podoba. Jednak moim skromnym zdaniem kupowanie takiego modelu, który specyfikacją techniczną nie różni się niczym od standardowych urządzeń, a jedynie wyglądem, jest… cóż, delikatnie mówiąc, głupie. Mówi się, że diamenty są wieczne. Jednak na iPhone’ie będą wieczne tylko przez rok, do momentu, kiedy to gigant z Cupertino pokaże światu nowy model.

Jarosław Konstantynowicz – PinchFork

Zastanawiałem się nad tym, skąd bierze się pomysł sprzedaży takiej wersji przez firmę Falcon. Doszedłem do wniosku, że jest to chęć posiadania wyjątkowego telefonu, a także chęć wyróżniania się z tłumu. Bo jakże inaczej nazwać takie zjawisko? Najwyraźniej firma Falcon zrozumiała, że dziś iPhone nie jest już czymś niezwykłym, jego kolejne wersje nie są rewolucją, a jedynie ewolucją. Zwłaszcza że wersja 6 jest większa, co zostało wymuszone przez smartfony już funkcjonujące na rynku. Diamenty w iPhone’ie, wow, szał, amazing! Nic takiego. Dla mnie to kicz, wielki kicz. Wyjątkowość iPhone’a dawno się skończyła. Niczym nie jesteśmy już zaskakiwani. Apple produkuje naprawdę dobry telefon, ale nic poza tym. Czego chcieć więcej, pewnie pytacie? Można chcieć czegoś nowego, świeżego, nowatorskiego, co zaskoczy rynek i rozłoży pozostałych producentów na łopatki, jak było w przypadku premiery pierwszej wersji iPhone’a, jak było podczas wprowadzenia ekranu Retina, jak było w trakcie wprowadzania dobrego aparatu, wygodnego Touch ID, szklanej obudowy, potem obudowy z aluminium. Tutaj nie mamy niczego nowego, nic co wywołuje efekt „wow”. W związku z tym nasuwa mi się pytanie, do czego zmierza ten świat poprzez tworzenie wersji diamentowej nowego smartfona? Wiele miałem myśli na ten temat, nie mogłem ich ogarnąć i usystematyzować. Po pierwsze, prowadzi to do pewnego rodzaju gloryfikacji „jednego słusznego smartfona”. Firma Falcon dostarcza diamentową wersję tylko nowego smartfona od Apple, nie znalazłem na ich stronie dostępnych modeli innych producentów. Cena takiego modelu jest niesamowicie duża. Po drugie, pomysł producenta diamentowej wersji musi z czegoś wynikać, czyżby z potrzeby rynku? Czy rynek, czyli nabywcy, chcą posiadać coś, co ich wyróżni z tłumu, a zwykła wersja iPhone’a nie wywołuje już zaskoczenia? Myślę, że tak. Pisałem już, że nie ma tu elementu zaskoczenia, nie ma nic niezwykłego w nowym iPhone’ie. Ponadto sprzedaż dotychczasowych wersji, jak i nowo zaprezentowanej, jest bardzo dobra. W związku z tym, jeśli spora liczba osób posiada iPhone’a, wszyscy go widzieli, dotykali, to niczym nie porywa. Jest to tak samo, jak w przypadku samochodów. Jeśli kupujemy samochód, nowy, używany, ale chodliwy na rynku, to kiedy zaparkujemy go przed domem, za blokiem, to nie rzuca się on w oczy, nikt się na nim nie koncentruje na ulicy, nie przekręca głową, gdy przejeżdża. Pokuszę się w związku z tym o stwierdzenie, że dziś posiadanie iPhone’a nie wywołuje żadnego prestiżu posiadacza, podnoszenia statusu społecznego i tego typu rzeczy. iPhone 6 w wersji diamentowej tego nie zmieni. Obyliśmy się z iPhone’em jak z każdym innym przedmiotem, który był kiedyś rewolucją.