Home > Gry > Felietony > Bonus: jak wygrałem w życie

Bonus: jak wygrałem w życie

Poniższy tekst to próba swoistego rodzaju eksperymentu. Wrzucamy jako bonus. Polecamy również dzisiejszy tekst Michała o darmowych weekendach

Powiedzmy sobie wprost – jestem nad wyraz przystojnym człowiekiem. Mam kolorowe włosy, idealne rysy twarzy, równo przycięty zarost i brak jakichkolwiek problemów z łupieżem czy przetłuszczaniem się owłosienia. No i kilka wyraźnie zarysowanych cech składających się na mój, w zasadzie równie idealny, charakter.

Wprowadziłem się do tego miasta jakoś niedawno. Nie dlatego, że specjalnie kusiło mnie swoim wyglądem czy wyjątkowo dobrze płatną pracą, po prostu było jedyną możliwą opcją. Jak na razie przynajmniej.
Zamieszkałem sam w niewielkim domu. Wyremontowałem go i za stosunkowo niewielkie pieniądze umeblowałem mniej więcej tak, jak chciałem. Ogólny efekt w miarę mnie zadowolił. Nie narzekałem na brak miejsca, biedę czy brak zajęć.

Musiałem znaleźć pracę. Mimo tego, że moje wykształcenie nigdy nie było zbyt imponujące (i raczej nigdy takowe się nie stanie), natychmiast przyjęli mnie na stanowisko dziennikarza w redakcji miejscowego czasopisma. Obyło się, ku mojemu zaskoczeniu, bez rozmowy wstępnej – po prostu złożyłem wniosek o przyjęcie przez internet, a chwilę potem dostałem wiadomość, że mam się stawić w redakcji następnego dnia. Świetnie.

dziennikarz

Po pracy miałem wiele zajęć. Lubiłem jeździć na ryby oraz grać na gitarze. Stawałem się coraz lepszy w obu tych czynnościach – ponadto, jako dziennikarz, byłem zmuszony ćwiczyć pisanie, jeśli chciałem zdobyć awans. No to ćwiczyłem, co zaskakująco szybko zaowocowało wydaniem przeze mnie książki. Czyli spełniło się jedno z moich marzeń, bo zawsze chciałem takową rzecz uczynić.

Nie zarobiłem na niej kokosów – prawdę mówiąc, były to grosze. No i została okrzyknięta gniotem. Nie wiem dlaczego. Może przez tytuł, nad którym zastanawiałem się bardzo długo i wymyśliłem w końcu „askdnklxzn” czy coś w tym stylu. Już nie pamiętam niestety. Niemniej jednak byłem zadowolony.

„Pieniądze, pieniądze
wskażcie mi drogę, bo błądzę”

Z czasem okazało się, że moim życiowym celem jest zbieranie pieniędzy. Marzyłem o nowym domu – willi nad morzem czy czymś w tym stylu. No i ciężko pracowałem. Praca stała się moim życiem. Ale po pracy miałem też czas na inne zajęcia. W końcu poza gitarą i rybami zacząłem interesować się malarstwem. I dużo malowałem, a po jakimś czasie sprzedałem swój pierwszy obraz. Za grosze, co prawda, ale kolejne były już dużo bardziej wartościowe.
Gdy zebrałem pieniądze, zbudowałem wymarzoną willę. Była piękna, ale nie tak jak dziewczyna, którą w międzyczasie poznałem. Zaczęliśmy się spotykać.

Od razu widać było, że jest miejscowa. Tubylcy, z tego, co zauważyłem, bardzo lubili prowadzić dyskusje, stojąc centralnie przed swoim rozmówcą. No i ogólnie wydawali się bardzo prości – mogli wykonywać jedną czynność naraz. Tak, kobiety także. To było dziwne, ale Joanna bardzo mi się spodobała

Pierwsze spotkanie przegadaliśmy. Gdy spotkaliśmy się drugi raz, zaczęliśmy się całować, a trzeciego dnia skończyliśmy w łóżku. To było cudowne.

I wiecie co?
Do tej pory uważam, że trzecie Simsy to jedna z najlepszych gier ever.

Autor tekstu:

Kuba Łaszkiewicz – wielki fan muzyki alternatywnej (Lao Che, Pablopavo) oraz rockowej (Pink Floyd, Led Zeppelin). Zapalony czytelnik, kolekcjoner gier, książek i płyt. Zagra we wszystko, co nie jest skomplikowaną strategią albo grą ruchową.

facebook