Home > Recenzje > Gry > The Binding of Isaac: Rebirth – recenzja

The Binding of Isaac: Rebirth – recenzja

Autorem tekstu jest Konrad Pisula

 

Issac to młody chłopiec żyjący w domku na wzgórzu wraz ze swoją mamą. Wiedli oni spokojne i przepełnione miłością życie, do czasu. Pewnego dnia matka Isaaca oglądając telewizje usłyszała głos z nieba, który nakazał, by pozbawić syna zabawek i ubrań, bo żyje on w grzechu. Tak też się stało. Jednak nie na tym się skończyło, gdyż kolejnym rozkazem głosu było zamknięcie dziecka w pustym pokoju. Finał jest jeszcze gorszy, Isaac ma umrzeć. Zahipnotyzowana matka wyciągnęła nóż kuchenny i zaczęła powoli podążać do pokoju Isaaca. Widząc to przez dziurę w drzwiach, przyszła ofiara zaczęła szukać drogi ucieczki. Nagle spod dywanu wyłoniła się klapa od piwnicy, jedyne wyjście z tej mrożącej krew w żyłach sytuacji…

Tak prezentuję się fabuła gry, prosta, dziwna i psychodeliczna. Jednak to małe piwo w porównaniu do samej rozgrywki. The Binding of Isaac: Rebirth to ulepszona wersja gry z 2011 roku, odświeżeniu uległo więc dużo aspektów rozgrywki. Dla tych, którzy nie mieli okazji zapoznać się wcześniej z Isaaciem, jest to rogualike, czyli gra, w której każdą nową przygodę rozpoczynamy w losowych lokacjach z tylko jednym życiem. Isaac jest piekielnie trudny, ale też satysfakcjonujący, no i obrzydliwy.

[1]

Rozpoczynamy grę domyślnie tytułową postacią, jednak po wykonaniu odpowiednich zadań możemy pokierować innymi bohaterami. Naszym przeznaczeniem jest zemsta na matce lub śmierć. Budzimy się zawsze w tym samym pomieszczeniu, które tłumaczy proste sterowanie, jednak to co znajdziemy za drzwiami to już loteria. Jedno jest pewne – nie będzie to nic dobrego; wszystko, co biega, pełznie, jeździ i lata chce nas zabić, i to w najbardziej wymyślne sposoby. Przeciwników jest tu mnóstwo, bo ponad sto rodzajów, a pod koniec każdego piętra przyjdzie nam walka z bossem (jest ich około pięćdziesięciu). Bronimy się za pomocą… łez, przynajmniej na początku. Na poziomach możemy spotkać, jak już wspomniałem, wrogów, bossów ale też sklepy, kontrakty z diabłem, mini-bossy, kasyna, pokój z nagrodą i areny. Możemy również lekko wpływać na otoczenie za pomocą bomb. Jak sami widzicie, jest tu naprawdę różnorodnie.

Nasz Isaac zmienia się wraz z czasem – znajduje on różne modyfikatory życia, szybkości, łez, a także może spotkać małych kompanów w postaci na przykład martwych płodów. Dzięki temu staje się on coraz potężniejszy, ale wrogowie również nie próżnują. Ba, nawet samo otoczenie stara się nas zabić kolcami, ogniami i innymi przeszkodami. Aha, przedmiotów (w tym modyfikatorów) jest tu grubo ponad czterysta pięćdziesiąt. Niezła liczba, co nie?

[2]

Gra jest bardzo kontrowersyjna, aborcja, antychrysty czy walająca się po kątach kupa jest na porządku dziennym, jednak to wszystko przekłada się na niesamowity klimat. Produkcja ta nie nudzi i chce się do niej wracać. Rebirth dodał także kooperacje na jednym komputerze/konsoli. Mało tego, gra otrzymała też nowy silnik który obsługuje grę w sześćdziesięciu klatkach na sekundę, dzięki czemu wygląda fenomenalnie. Spotkamy tu też o wiele większe pomieszczenia, co z pewnością urozmaica rozgrywkę. Gruntowną przebudowę przeszedł również interfejs gry, oczywiście na lepsze. No i w końcu doczekałem się wsparcia dla pada.

Oprawa graficzna została zaś cofnięta do ery piksela łupanego, jednak w konfrontacji z flashową grafiką wygrywa ta pierwsza, i to z dużą przewagą, szczególne gratulacje za oświetlenie i cienie. Dodano też nową muzykę i dźwięki, które tak jak wcześniej są fenomenalne i stoją na najwyższym poziomie. Ten chórek na początku!

[3]

Reasumując jest to najlepsze rougelike od lat, pod względem rozgrywki, zawartości, grafiki i audio, pod względem wszystkiego! Fanom tego typu gier polecam, choć ci pewnie już ją dawno mają.

P.S. Miałem okazję przetestować wersję na PS Vita i pierwszy raz poczułem żal, że nie mam tego sprzętu. Pomimo spadków płynności, fajnie by było popykać w kolejce do lekarza czy w autobusie.