Home > Gry > Felietony > The Best of Xbox 360 – State of Decay

The Best of Xbox 360 – State of Decay

Autor tekstu: Konrad Pisula

 

Branża growa ostatnimi czasy rzyga tematem żywych trupów. Gier o zombie pojawia się coraz więcej, a graczy, którym ten temat się jeszcze nie przejadł, jest coraz mniej. Ale choć się sprzeciwiają, to i tak gry o tej tematyce cieszą się sporą popularnością. Największym problemem nie jest jednak ilość, a jakość tych produkcji.

Nie wiem, czy State of Decay należy się wyróżnienie jako jednej z najlepszych gier na xboxa 360. Jest to idealny przykład gry, która posiada dobry pomysł, zdolny zespół, ale mały budżet i w gruncie rzeczy zbyt ambitny projekt. I bardzo rzadko wychodzi z takiego połączenia coś dobrego. Undead Labs jednak podołało, może i nie w każdym aspekcie, ale nie poległa na całej linii.

State of Decay 1

State of Decay to GTA w świecie apokalipsy zombie. Najczęściej taką opinię słyszałem od innych, opis dosyć zachęcający, jednak nie do końca prawdziwy. Gra ma dosyć sporo z hitu Rockstara: trzecioosobowa rozgrywka, możliwość jazdy samochodem, duży otwarty świat czy możliwość przełączania się między postaciami. Sprawdza się to tu nieźle i jest podane ze świetnym exploringiem, elementami survivalu i budowaniem własnej drużyny, która stara się przeżyć. Lecz najpierw kilka słów o fabule.

Dwóch kumpli z pracy bierze urlop i jadą na ryby, wypływają, łowią je i wracają na ląd. A tu bum! niespodzianka. Apokalipsa zombie. Bohaterowie starają się przeżyć. The end. Może przesadzam, ale historia w grze jest bardzo zdawkowa i daje duże pole do popisu wyobraźni gracza. Jest to na swój sposób fajne. Ogólnie nasza dwójka przewija się przez różne grupy ocalałych, aż w końcu znajdzie tę, w której się zaklimatyzuje. I wtedy pojawia się największy atut grym – dowodzenie swoją grupką ocalałych.

018

Znajdujemy pusty dom, przejmujemy go ze zgniłych łap zombie i się wprowadzamy. Z biegiem czasu ulepszamy nasze schronienie, aż w końcu staje się fortecą. Patrzenie jak nasza baza się rozwija jest niezwykle satysfakcjonujące. Zdobywamy surowce, lekarstwa dla chorych, amunicję, benzynę, broń i różne inne rzeczy. Używamy radia, by porozumieć się z wojskiem czy nowymi ocalałymi. Rywalizujemy z innymi grupami, pomagamy sobie nawzajem, wyruszamy na eskapady. Werbujemy nowych ludzi. Tworzymy nowe przedmioty w warsztatach. Niszczymy zainfekowane miejsca, poznajemy nowe rodzaje zombie, gra robi się z czasem coraz trudniejsza, ale i my coraz to bardziej potężni. Możemy przełączać się między postaciami (bohaterowie giną permanentnie!). Przeszukujemy i patrolujemy teren. W dwóch słówach: MASA rzeczy. Godziny zabawy, i to naprawdę dobrej i różnorodnej. Rzadko się zdarza, by gra aż tak mnie wciągnęła. Doszło do tego, że przez kilka godzin nie ruszałem misji głównych, rozwijałem bazę i czerpałem przyjemność z każdego przeszukanego domku. Twórcy postawili na ten aspekt rozgrywki i to był strzał w dziesiątkę, bo jakby nie było, są to przecież najważniejsze rzeczy w tego typu grach, o czym większość innych firm zapomina. Nie pamiętam, by w jakiejkolwiek innej grze był kładziony taki nacisk na drużynę, rozwój bazy i exploring. I za to twórcom chwała.

001

Jednak z resztą tak różowo już nie jest. Zabrakło czasu, ludzi i co najważniejsze pieniędzy. Gra jest zrobiona na silniku Cry Engine 3. Kojarzycie Crysisa 3? Tak, to ten sam silnik. State of Decay jest szpetny i to pod każdym względem. Modele postaci, animacje, niskiej rozdzielczości tekstury, zasięg widzenia, nawet kolorystyka jest szarobura. No może cienie trzymają jako taki poziom. Do tego to wszystko jest niepłynne. Zwalić można by to na starego już xboxa 360, ale bądźmy ze sobą szczerzy – dało się to zrobić lepiej. W kwestii audio jest już trochę lepiej, ale żaden z kawałków nie zostaje w głowie na długo. Obszar, który zwiedzimy, choć naprawdę sporych rozmiarów, jest dosyć monotematyczny i oprócz takich miejsc jak rozbity samolot czy drewniany kościół w środku lasu, spotkamy miasta i miasteczka z takimi samymi domami. Ich wnętrza lekko różnią się od siebie, ale i tak bardzo często są powtarzalne.

013

Lecz pomimo tych potknięć gra się w to rewelacyjnie. Czemu? No przede wszystkim ten dopieszczony w każdym calu gameplay robi swoje. Również świetnym pomysłem było zastosowanie systemu zgonów. Gdy nasza postać umrze, to już na zawsze. Dzięki temu przystąpienie do każdej akcji poprzedzone jest planowaniem, obserwacją i kalkulacją „czy się to w ogóle opłaca”. System walki jest dosyć prosty, ale jako tako widowiskowy i intuicyjny. Do tego mamy również broń palną, z której jednak często korzystać nie będziemy, bo albo nie będziemy mieć amunicji, albo będzie to oznaczać zwabienie pobliskich zombie. To wszystko tworzy niepowtarzalny klimat, który w połączeniu z gameplayem nie pozwala odejść od konsoli.

I wiem, co mówię, bo tworząc ten tekst, powróciłem „na chwilę” do SoD, by sobie co nieco przypomnieć. No i skończyło się na tym, że wyłączyłem konsolę po 4h! Kolejnego dnia dodałem do tego wyniku kolejne 4 godziny. Trzeba też wspomnieć o 2 DLC, które również gwarantują kilka-naście-dziesiąt godzin gry, są solidnie wykonane i nie zostały zrobione, by wyrwać nam z portfela kolejne pieniądze.

019

Jednak największym mankamentem SoD jest brak funkcji sieciowych. Gdyby gra posiadałaby tryb co-operacji (kanapowy chociażby!), to byłby to hit nad hity wśród gier zombie!

Gra została dosyć ciepło przyjęta przez graczy i recenzentów, co przełożyło się również na niezłą sprzedaż. Po premierze na Xbox 360 została wydana też na PC, a niedawno powstał remake na X1, jednak ten nie zdobył zbyt pochlebnych opinii. Mimo to, jeśli macie okazję, lepiej kupić wersję na X1, bo ta wcale nie kosztuje zbyt dużo, a różnica w grafice (szczególnie w płynności) jest bardzo spora.

Reasumując, gra ta może i nie powinna stać obok takich hitów jak Gears of War czy Forza Motorsport, jednak z całą pewnością należy się jej wyróżnienie. Pomimo wszystkich wad, nie mogę jej jednego odmówić – wciąga i zabija czas. A to najbardziej liczy się dla mnie w grach. State of Deacay pozostanie takim moim małym „The Best of Xbox 360”.