Home > Recenzje > Gry > ASUS GX950 – bezpośredni konkurent dla DeathAddera / Mateusz Jagiełło

ASUS GX950 – bezpośredni konkurent dla DeathAddera / Mateusz Jagiełło

ASUS GX950

Od dobrych kilku lat jestem gorącym entuzjastą myszek dla graczy. Po dłuższym okresie zmieniania jak rękawiczek taniego badziewia w przedziale cenowym 20-30 zł zakupiłem pierwszego Razera, a niedawno wymieniłem go na lepszy model. Wszystkie gamingowe gryzonie są zwyczajnie projektowane z myślą o wygodzie trzymania w dłoni i bezustannej pracy, co przydaje się nie tylko podczas grania, ale także w pracy na komputerze.

Z początku nazwa „ASUS GX950” może kojarzyć się z pewnym produktem Logitecha – taka sama pierwsza literka, „X” dorzucone bo fajnie brzmi i numerek podbity z 90 do 950. Jednak konstrukcyjnie firma celuje dość ambitnie, bo w DeathAddera produkcji Razera. Podobne wyprofilowanie (choć ASUS jest szerszy), dwa przyciski z lewej strony, niemal identycznie wyglądający kabel USB…Czy ASUS pokona legendę?

Specyfikacja

  • Wymiary: 122x82x43 mm
  • Kabel: 1,8 metra, pozłacana końcówka
  • Waga: 150g (5 ciężarków po 4,5g)
  • DPI: 50-8200 z 4 fabrycznymi profilami 800/1600/3200/5600

Opakowanie

Opakowanie
Opakowanie

Niecodziennie jest już na etapie wyjmowania gadżetu z estetycznego pudełka, bowiem poza gryzoniem nie uświadczymy w środku praktycznie niczego. Jednym przedstawicielem mojej ukochanej papierologii jest króciutki quick start guide w kilku językach. Szarpnięto się nawet na kolory i grafiki, nie mam też nic do zarzucenia od strony językowej. Generalnie pochwalam minimalistyczne podejście do tematu, mysz dla graczy to mysz dla graczy i nie trzeba nic więcej, aby nauczyć się jej obsługi, a brak sterty niepotrzebnych papierów pozytywnie wpływa na ekologię i (zapewne) koszt produkcji.

Razer pod tym względem stoi po przeciwnej stronie barykady, do każdego peryferium dodając katalog produktów i naklejki z logo firmy. W znaczeniu promocyjnem dodanie 1 stickera „Republic of gamers” zapewne byłoby mądrym posunięciem ze strony ASUSa.

Budowa i ergonomia

Wykonana z czarnego tworzywa myszka ma kilka ciekawych rozwiązań. Po lewej stronie znajduje się profilowana „półeczka” na kciuk, a tuż nad nią dwa programowalne przyciski. Są one dobrze wyczuwalne i wydają głośny, wyraźny dźwięk przy użyciu. Co ciekawe, każdy z nich to nieco inaczej brzmiący „klik”, co teoretycznie może odrobinę irytować, ale w praktyce pozwala lepiej wyłapywać ich użycie. Po prostu słuch działa jako kolejny po dotyku i wzroku zmysł wysyłający do mózgu sygnał „wciśnięto przycisk 1/2”.

Lewa strona
Lewa strona

Na górze poza niedużą rolką i dwoma wygodnymi przyciskami głównymi producent umiejscowił także suwak regulacji DPI i pojedynczy przycisk służący do przełączania się pomiędzy profilami. Centralna pozycja może wydać się kolidującą z palcem obsługującym rolkę, ale bez obaw – nie ma najmniejszych szans na to, aby ludzka dłoń przypadkiem zmieniła DPI suwakiem. Wypada wspomnieć tutaj o „choinkowej” części urządzenia. Nie ma co ukrywać, że każdy sprzęt przeznaczony dla graczy ma agresywny design i świecące elementy. Nie inaczej jest w tym przypadku – obok logo „Republic of gamers” (akurat ta nazwa nigdy mi się nie podobała, ale to już marketing) znajdziemy cztery ukośne diody. Mają one jednak praktyczne zastosowanie – podczas pracy suwakiem pokazują aktualny poziom DPI.

Generalnie cały produkt ASUSa wykonano estetycznie i nie nazwałbym projektu krzykliwym. Jedyne co bym zmienił, to fakt, że diody migają po skończeniu regulacji czułości aż do wyłączenia komputera. Podczas pracy zasłania je dłoń, ale w stanie bezczynności (np. oglądając film) jest to niepotrzebny rozpraszacz.

Góra
Góra

Prawa strona jest nudna jak flaki z olejem, jest bowiem jedynie profilowaną podpórką na dłoń. Znacznie ciekawsze rzeczy czekają za to na dole. Po pierwsze, w przedniej części znajdują się specyficzne nacięcia w obudowie, w które można wepchnąć kabel. Pozwala to lepiej zapobiec jego plątaniu się oraz ukierunkować go w dowolną stronę. Rozwiązanie jest bardzo wygodne i sprawdza się znakomicie.

Poniżej wyróżnia się okrągła klapka z odważnikami. W przeciwieństwie do DeathAddera, produkt ASUSa pozwala regulować wagę za pomocą pięciu okrągłych, metalowych dociążników 4,5 grama. Dostęp do nich uzyskujemy obracając lekko zaślepkę i po prostu ją wyciągając. Odważniki siedzą dość ciasno w czarnej gąbce. Tutaj również nie ma się do czego przyczepić, jednak dla przyzwoitości wspomnę, że naklejki na poszczególnych ciężarkach nie są naklejone idealnie równo, co trochę nie pasuje do całości.

Sześć ślizgaczy zapewnia odpowiedni ruch myszy po podkładce. Tutaj muszę jednak o czymś wspomnieć – na obu podkładkach testowych (materiałowy SteelSeries QCK WoW Limited Edition oraz intelowska dołączona do płyt głównych dla overclockerów) każdy ruch GX950 wydawał ledwo słyszalny dźwięk identyczny z tym, jaki wywołuje się czyszcząc ściereczką ekran smartfona. Dla jednych może być to zaletą (wspomniany wcześniej dodatkowy bodziec), jednak osobiście nieco mnie irytuje. Ciężko powiedzieć skąd ten dźwięk się bierze, prawdopdoobnie ślizgacze osadzono minimalnie zbyt głęboko. Kabel zasilający jest dość długi i bardzo, ale to bardzo porządny. Ma twardą, lekko chropowatą powierzchnię przypominającą wyglądem rzemień. Wtyczka na końcu jest solidna i nie odstaje niczym od tej w moim prywatnym Razerze.

Kabel USB
Kabel USB

Zdecydowanie najważniejszą sprawą jest to, jak GX950 leży w dłoni. Osobiście jestem raczej zwolennikiem uniwersalnych, nieprofilowanych myszek i miałem co do tego pewne obawy. Jak się okazuje, zupełnie niepotrzebnie. Mysz pewnie siedzi w dłoni, rolka ma odpowiedni skok, a przyciski są dobrze wyczuwalne. Produkt ASUSa wygodnie obsługuje się nawet lewą dłonią, aczkolwiek przyciski boczne są wtedy trochę ciężko dostępne.

Gryzoń nie jest bardzo podatny na brud – czasami coś zabłąka się między wycięcia po lewej stronie, po dłuższej pracy należy też przetrzeć z potu część pod logo „Republic of gamers”. Na dole bardzo szybko nieczystości akumulują się wkoło ślizgaczy, nie przeszkadza to jednak w ich pracy. Poza tym, po 2 tygodniach użytkowania wszystko wygląda praktycznie tak samo, jak świeżo po wyjęciu z pudełka.

Kompatybilność

GM950 działa z kopa zarówno w systemie Windows, jak i pod Linuksem (Mint oraz Netrunner). Nie trzeba ściągać ani instalować z płytki żadnego specyficznego oprogramowania producenta, a dzięki sprzętowej regulacji DPI nawet znać panelu ustawień danej platformy.

Testy syntetyczne

Testy wykonano w programie VMouse Benchmark, wersja 0.0.7a. Jest to darmowe, kompleksowe narzędzie do testowania myszy, w dodatku używane przez inne vortale, dzięki czemu użytkownik może bezpośrednio porównać wyniki kilku urządzeń z wielu źródeł.

Częstotliwość pobierania danych
Częstotliwość pobierania danych

Na pierwszy ogień częstotliwość pobierania danych. Średni wynik to około 700 Hz. Nie jest źle, aczkolwiek w podobnej cenie można kupić urządzenia dobijające do 1000 Hz. Przejdźmy więc do interpolacji. Jak widać poniżej, piksele na powiększeniu są idealnie proste, a więc ten test GX950 zaliczył celująco.

Interpolacja
Interpolacja

Wreszcie pora na ostatni syntetyk – DPI. Standardowo platforma to Windows 7 z wyłączonym poprawianiem ruchu kursora i programową czułością ustawioną równo pośrodku skali. Na samej myszy za pomocą czerwonego suwaka podbiłem rozdzielczość do Level 4 (wszystkie diody zapalone naraz), co wedle producenta daje 5600 DPI. Wynik faktyczny jest odrobinę mniejszy, ale wciąż zadowalający.

Rozdzielczość
Rozdzielczość

Gry

Podczas wielogodzinnej rozgrywki w tytuły różnych gatunków (RTSy, sieciowe shootery, Mount&Blade z modami) ręka nie męczy się zbytnio i nie zanotowałem żadnych niedogodności. Regulacja DPI do niskiego poziomu przydaje się w starszych tytułach.

Cena i opłacalność

Mysz ASUS GX950 kupić można od około 200 zł. Jest to mniej więcej 50 zł taniej od DeathAddera. Ergonomia obu myszy jest podobna, wygląd to kwestia gustu, a jeśli chodzi o sprytne rozwiązania dodatkowe, zdecydowanie wygrywa ASUS. Możliwość dociążenia gryzonia wedle preferencji, genialny patent na kabel oraz regulacja DPI w locie sprawiają, że mogę z czystym sumieniem polecić GX950 jako bardzo dobrą (i tańszą!) alternatywę dla znanego i cenionego produktu Razera.